Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Szwecja".

Profile photo of Chytek

by Chytek

Doka – New Era

24 czerwca 2015 in Muzyka

cover1200x1200Zbliża się ten czas, który uwielbiają wszyscy muzyczni podróżnicy, czas kiedy z namiotem i śpiworem ruszamy w drogę. Niesamowicie cieszy mnie fakt, że niezmiennie tłumy ludzi zmierzają w stronę żywej muzyki, w stronę ludzi, którzy fascynują się podobnym dźwiękiem. Jeśli podczas tych podróży przypadkiem natknięcie się szwedzką Dokę, to dobrze trafiliście.
Doka nie zdążyła stworzyć jak dotąd bardzo bogatej dyskografii. W 2013 roku wydali swoją pierwszą dużą płytę „District Zero Seven Eight”, wcześniej były jeszcze dwie ep-ki. Teraz pojawiają się z nową dużą płytą i oczarowują. Słucha się tego przyjemnie i z  całą pewnością znać, że album jest dopracowany. Dziesięć kompozycji, które znajdziemy na płycie przypadną do gustu wszystkim fanom mieszania punk rocka z rock’n’rollem. Z całą pewnością trzeba stwierdzić, że album jest przebojowy i fajnie, szybko zagrany. Czuć tutaj niezwykłą lekkość, a jednocześnie obycie z instrumentami. Oczywiście na płycie pojawią się zwolnienia, jak chociażby „Life based on a lie”, ale są one naturalnym ciągiem, nie rażą i nie wytrącają płyty z jej rytmu. Znać tu fascynację graniem amerykańskim, ale jeśli już to chłopaki czerpią z dobrych wzorców. To przekłada się na efekty i tworzy lekki, spójny album będący dla szwedów kolejnym krokiem do przodu. Żeby nie było tak różowo, przy „Blindfolded” nie miałem gęsiej skórki i płyta bez tego numeru byłaby jeszcze lepsza, ale kto wie czy nie jest to tylko moje czepialstwo, a wasze odczucia będą zupełnie inne.

Profile photo of Chytek

by Chytek

City Saints – Blue Collar Sons

7 czerwca 2014 in Muzyka

CoverCity Saints działają w zasadzie bardzo krótko, bo od roku 2012. To jednak jeszcze o niczym nie świadczy, ponieważ w ten muzyczny projekt zaangażowani są ludzie, którzy grali chociażby w Perkele czy Chillihounds. Wpływy doświadczeń muzycznych słychać bardzo wyraźnie – mamy doczynienia z bardzo melodyjnym punk’n’rollem, z wyczuwalną i wyraźną fascynacją klasycznymi dźwiękami rock’n’rolla, podlanego koktajlem chociażby z Cock Sparrera (swoją drogą chłopakom zdarzyło się zrobić całkiem dobry, akustyczny cover „I Got Your Number”) czy Motorhead. Pochodzą z Göteborga i są kolejnym potwierdzeniem mocnej pozycji skandynawskiej sceny muzycznej.
„Blue Collar Sons” to ich drugi duży album i udowadniają nim, że są zespołem z najwyższej półki. Kawałków słucha się z niekłamaną satysfakcją. Album jest przesiąknięty niesamowitą energią, a nawet w wolniejszym „You Put The Blame On Me” czy „Money, Corruption And Lies” znajdziemy jej spory zapas i zapragniemy się pobujać. To natomiast jest doskonałym dowodem na to, że muszą być prawdziwą koncertową petardą.
Wspomniałem, że to drugi krążek szwedów, a to świadczy o dosyć sporym potencjale – w krótkim czasie wydali dwa duże albumy, trzy single i znaleźli się na składance „Steelcap Love Affair” wydanym przez Spirit Of The Streets Records, z którym to związani są w zasadzie od samego początku istnienia. Żywię ogromną nadzieję, że ich wielka aktywność wydawnicza utrzyma się, a jednocześnie nie sprawi, że chłopaki wypalą się z pomysłów.
To kolejna płyta, która potwierdza, że rok 2014 jest tym, który przynosi wiele świetnych albumów i City Saints dopisali swoje akordy do tej prawidłowości.

city saints

Profile photo of Chytek

by Chytek

Tear Them Down – Their Fault, Our Problem

6 lutego 2014 in Muzyka

coverNiedawno gościliśmy w Krakowie Perkele, które dało świetny koncert. Przednia zabawa, pełna sala, publika śpiewająca i bawiąca się przy fajnych kawałkach. Czuć było energię i moc. Ale nie o Perkele chciałem, a ten wstęp tylko dlatego, że Tear Them Down są również ze Szwecji. I budzą we mnie zupełnie inne odczucia.
Niejednokrotnie mówiłem w całym swoim życiu, że jeśli chodzi o punk to Europa nie ma się czego wstydzić i niepotrzebnie sięga się po muzyczne tradycje zaczerpnięte z Ameryki. Bo cóż z tego, że album „Their Fault, Our Problem” brzmi dobrze? Że jest świetnie zrealizowany, zagrany i zaśpiewany? Że niewątpliwie znajdzie wielu zwolenników? Tak będzie, tylko, że to powielanie tej konwencji, której nie znoszę. Wyssanej z plastikowej piersi wypełnionej silikonem i ugrzecznionej, uczesanej i wyplutej poza przestrzenie możliwe dla mnie do zaakceptowania. To taki rock dla grzecznych studentów, którzy chcą na studiach poudawać, że są zbuntowani, a prawdziwie brudna punkowa ulica ich przeraża. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że ktoś i taką muzykę grać musi, a ci ludzie robią to świetnie. Jeśli zatem twój bunt pełen jest złości, bo odmawiasz mamie jedzenia obiadu, czy wyjścia z psem lub wyrzucenia śmieci – to właśnie odkryłeś kolejny album, który da ci sporo radości.

tearthemdown-press-400x400

Profile photo of Chytek

by Chytek

Junkstars – French Hot Dog

31 grudnia 2013 in Muzyka

AlbumArtGdybym miał się zastanowić kiedy pierwszy raz usłyszałem The Clash, na pewno odpowiedziałbym, że dawno. Chwilę później dodałbym, że już wtedy wiedziałem jaki w tej kapeli jest potencjał i że ich muzyka będzie mi towarzyszyć przez resztę życia. To było jak uderzenie ciężkim młotem, które otworzyło oczy na coś więcej niż proste łupanie bez większego przemyślenia. Śmiało mogę powiedzieć, że spotkanie z ich twórczością było jednym z najważniejszych muzycznych spotkań mojego życia.
Piszę to ponieważ album „French Hot Dog” grupy Junkstars otwiera numer „First Time I Heard The Clash” i pod jego wpływem pojawiły się takie właśnie przemyślenia. Ten czteroosobowy skład pochodzi ze Szwecji i przeraził mnie ich wygląd po którym bałem się tego co usłyszę. Na szczęście nie pokryło się to z rzeczywistością – chłopaki grają modne połączenie punk rocka z rock’n’rollem i wychodzi im to świetnie. Jest melodyjnie, jest zadziornie, wokal się sprawdza a chórki wypadają doskonale. Nie ma co narzekać na brak sprawności, bo radzą sobie doskonale z instrumentami i kawałki przepełnione są energią. Dobrze się tego słucha, z pewnością album warty dołączenia do płytoteki, a sam zespół warto śledzić i jeśli pojawią się w okolicy, koniecznie gnać na koncert.

junkstars

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Sensitives – Boredom Fighters

22 listopada 2013 in Muzyka

CoverSpojrzałem na jakieś dziwaczne statystyki żeby dowiedzieć się z czym kojarzy nam się Szwecja. Otóż dla wielu to wieczna zima i idące za tym trudne warunki do życia, dla jeszcze innych piękno natury, Ikea, wikingowie, hokej, potop szwedzki i zespół ABBA. Niewątpliwie Perkele, ale uwaga – dla mnie teraz na pewno również The Sensitives.
Ten trzyosobowy skład, kiedy włączyłem album „Boredom Fighters”, skojarzył mi się z zespołem Deadline. Po części słusznie, bo momentami brzmienie jest znajome i tu również pani stoi za mikrofonem (dzielnie dzierżąc dodatkowo basową gitarę). Muzyczne fascynacje zapewne też umiejscowione są bardzo podobnie. Jednak The Sensitives wykraczają mocno poza ramy punk rocka. Ich muzyka zaprawiona jest sporą dawką naleciałości zapożyczonych ze ska czy sceny folkowej. Zbierając to w całość dostajemy przyjemną, melodyjną porcję nie zawsze ostrej folk-punkowej strawy. Dałem się porwać i przyznaję, że albumu dobrze się słucha, w końcu nie od dziś wiadomo, że rock’n’rollowe dźwięki bardzo się lubią z takimi mieszankami. Trzymam kciuki za kolejne albumy, bo właśnie dopisałem ich do listy kapel, których poczynania dokładnie obserwuję.

The-Sensitives-1

Profile photo of Chytek

by Chytek

Perkele – A Way Out

20 października 2013 in Muzyka

AlbumArtDwadzieścia lat istnienia to kawał czasu, a kiedy zespół wykorzystuje ten czas na tworzenie naprawdę dobrych albumów, należy się i szacunek i piękne podziękowanie. W przypadku Perkele jestem spokojny. Wypracowali własny styl, bardzo rozpoznawalny, ale jednocześnie nie boją się uciekać stylistyką w rejony, które gdzieś tam w nich tkwią.
„A Way Out” potwierdza klasę zespołu. O ile „Längtan” było całkowicie melodyjne, obudowane we wstawki ska, a kolejny album „Perkele Forever” bardziej zmierzał, w moim odczuciu, w stronę punk rocka z siódemkowym rodowodem, o tyle teraz mamy powrót do melodyjnego oiowego grania. Przy całej tej melodyjności jest jednocześnie nieco bardziej surowo w stosunku do poprzednich albumów, co nadaje płycie większej drapieżności. Okazuje się, że kolejny raz Szwedzi stanęli na wysokości zadania i pokazali, iż drzemie w nich wciąż wielki potencjał i nie warto tracić z oczu ich dokonań.

Przejdź do paska narzędzi