Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Soul".

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Gramophone Allstars Big Band – Jazzmaica

20 listopada 2014 in Muzyka

coverStało się. Kolejna płyta oczarowała mnie całkowicie, a co więcej – uczyniła to dosłownie każdym kawałkiem, który się na niej znajduje. Od pierwszych chwil słuchałem jak zahipnotyzowany i chłonąłem wszystkie dźwięki. Muszę przyznać, że „Jazzmaica” ląduje na półce z bardzo wysoką notą i nie prędko zapomną o niej moje głośniki. O ile w ogóle im się to uda.
The Gramophone Allstars sięgają korzeniami do 2008 roku, ale dopiero teraz udało im się tak mocno do mnie dotrzeć. Nie chodzi o to, że ich wcześniejsza twórczość była zła – nie, była całkiem dobra, ale album „Jazzmaica” to prawdziwa muzyczna perła. Nie ukrywam, że w ska czy jazzie pociąga mnie niezmiennie sekcja dęta i zwracam na nią wielką uwagę. Tutaj nie sposób przeoczyć faktu, że dęciaki brzmią kapitalnie, zresztą całe instrumentarium to dzieło najwyższych lotów. Niedawno pisałem o nowych nagraniach New York Ska-Jazz Ensemble i było w nich bardzo mocno czuć ska. Tutaj jest trochę inaczej – album brzmi jakby jazzowa orkiestra nałykała się soulu, funku (szczególnie w ostatnim kawałku), R & B, krążyła gdzieś po Jamajce, ale mimo wszystko najbliżej jej do amerykańskich standardów jazzowych. Piętnastu muzyków brzmi jakbyśmy słuchali prawdziwej orkiestry gdzieś w magicznych ścianach filharmonii, i nie sposób od tych kompozycji się uwolnić. Te kawałki, które wzbogacone zostały o żeński wokal, nie tracą na tym – śpiew nie tylko nie ujmuje niczego kompozycjom, ale staje się ich integralną częścią. Doskonale współgra i prowadzi nas przez dźwięki. Ta płyta absolutnie nie ma się czego wstydzić i chciałbym, żeby dla wielu mniej doskonałych muzyków stała się drogowskazem w stronę którego warto zmierzać.

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Meow Meows – Somehow We Met

28 lutego 2014 in Muzyka

coverCzasem siedzimy w zaciszu własnego domu karmiąc się znajomymi albumami i uśmiechamy wiedząc, że nie zaskoczy nas album źle zagrany czy zwyczajnie kiepski. Czujemy ten powiew dobrej muzyki i przepełnia nas to całkowicie dając poczucie czegoś wartościowego. Z drugiej jednak strony, warto momentami sięgnąć po coś innego, ryzykując przecież fantastyczne odkrycie.
W ten sposób zetknąłem się z The Meow Meows, kiedy to jakiś już czas temu raczyłem się dźwiękami debiutanckiego albumu „Songs From The Fridge”. Powiedziałem sobie wtedy, że to kapitalny debiut i chętnie zobaczę co będzie dalej. No i zobaczyłem, nowy album „Somehow We Met” to prawdziwa petarda świetnie zagranych dźwięków, której podstawą jest mieszanka 2 Tone i soulu. Napisałem celowo o podstawie, ponieważ The Meow Meows przemycają do swojej muzyki inspiracje najróżniejszymi dźwiękami. Poza ska i soulem da się momentami wychwycić rock’n’rollowe inspiracje, słychać też zaczerpnięcia z tego co działo się na muzycznej scenie Wielkiej Brytanii końca lat 70-tych i początku 80-tych, momentami miałem wrażenie, że słyszę tu w nieco innej oprawie Blondie, momentami brzmi wszystko mocno popowo, ale nie w złym znaczeniu – wręcz przeciwnie. Zespół zdaje się wyciągać najlepsze smaczki z różnych muzycznych gatunków i przemycać je do wspominanej przeze mnie podstawy – to daje wspaniałą, pozytywną i bardzo melodyjną płytę wypełnioną od pierwszych do ostatnich dźwięków samymi przebojami, bo nie wątpię, że właśnie takimi te numery się staną. Wszystko przyjemnie rozbujane żeńskimi wokalami tworzy całość jednego z najlepszych albumów jakie ukazały się w zeszłym roku, co piszę z pełną świadomością i czekam na kolejny album The Meow Meows, któremu dam oczarować swoją duszę.

the-meow-meows_3

Przejdź do paska narzędzi