Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Rock’n’Roll".

Profile photo of Chytek

by Chytek

Queens Of Everything – God Save The Queens!

8 stycznia 2015 in Muzyka

Queens Of Everything - God Save The Queens! (2014) - frontZapewne każdy ma kilka takich zespołów, których dźwięki oczarowały go od pierwszego akordu, takich których dźwięki wywołują pozytywne odczucia za każdym razem kiedy słyszy znane i nowe kawałki. U mnie jednym z takich zespołów jest czeskie Queens Of Everything.
Wyobraźcie sobie beczkę do której wrzucamy psychobilly, punk rocka, ska, mocno nią miotamy na wszystkie strony i na koniec wrzucamy jeszcze energetyzujące rock’n’rollowe dźwięki – to będzie mniej więcej to czym raczą nas muzycy z Queens Of Everything. Muszę przyznać, że od czasu „Game For Life” z 2010 roku niecierpliwie czekałem na ich kolejny album i wreszcie mogę powiedzieć, że rozkoszuję się nim w pełni. Płyta jest przebojowa od samego początku i każdy kolejny kawałek potwierdza, że mamy do czynienia z elektryzującą, rock’n’rollową petardą. Kto zna wcześniejsze dokonania Czechów wie dobrze czego się spodziewać, a mianowicie grania na światowym poziomie i niesamowitej melodyjności. Oprawa graficzna płyty również przyciąga wzrok i znać dbałość także w tej kwestii. To jeden z tych albumów, które z przyjemnością lądują w naszym odtwarzaczu by być odtwarzanym na okrągło. Muszę jeszcze zauważyć, że zespół niesamowicie wypada na żywo, więc przy najbliższej okazji polecam się o tym przekonać osobiście. Brawa należą się również za jakość dźwięku, zgranie, dęciaki i sporo innych rzeczy, które cieszą ucho. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że to jedna z ciekawszych pozycji minionego roku.

 

Profile photo of Chytek

by Chytek

Hillbilly Moon Explosion – Call Me

11 października 2014 in Muzyka

frontZaklinam pogodę dźwiękiem – niech trwa i nie obdarowuje nas chłodem. Podkręcam głośniki i cieszę się chwilą. Niemal automatycznie sięgam po coś co trafiło do mnie niedawno, jest bardzo krótkie, ale nie mogę się oprzeć.
Hillbilly Moon Explosion usłyszałem pierwszy raz ponad dziesięć lat temu, i już wtedy zachwycili mnie swoim brzmieniem, mieszanym żeńsko-męskim wokalem i wielkim sercem do muzyki. Sporo ich nagrań gościło w moim odtwarzaczu, byli niemal nierozerwalni z każdym z moich nastrojów. Aż w pewnym momencie straciłem ich z oczu i nie jestem w stanie nawet powiedzieć dlaczego. Zwyczajnie, bez powodu, wyparły ich inne nagrania, później o nich zapomniałem, a teraz w moje ręce trafił singielek „Call Me”.
Singiel zawiera dwa covery, co całkiem mocno mnie ucieszyło, ponieważ jestem zdania, że warto dawać muzyce drugą młodość, szczególnie, że niektóre kawałki nie powinny kurzyć się na półkach. Poza tym przypomniałem sobie brzmienie kapeli i chciałem koniecznie usłyszeć zwłaszcza „Call Me” z repertuaru Blondie. Nie zawiodłem się, zresztą Hillbilly Moon Explosion brzmi jakby byli stworzeni do takich numerów. Mniej porwał mnie drugi numer „Bop Till You Drop”, ale być może to wina tak przebojowego wykonania pierwszej piosenki. Z pewnością singiel ten to ciekawostka, na pewno warto po nią sięgnąć. Jednym przypomni dawno niesłyszane utwory, dla innych będzie impulsem by sięgnąć po nagrania Hillbilly Moon Explosion i zapoznać się z ich utworami, co śmiało polecam.

hillbilly

Profile photo of Chytek

by Chytek

Penny Cocks – Devils, Kids & Gypsies

4 października 2014 in Muzyka

coverNiemal co weekend zastanawiam się, które dźwięki idealnie wpasowują się w klimat dobrej zabawy. Sięgam pamięcią wstecz i przypominam sobie kapele przy których niegdyś się bawiłem. Patrzę na teraźniejszość i widzę przy czym bawię się obecnie. Lubię wracać do tego co odkryłem wieki temu, lubię klasyczne brzmienie, ale cieszę się też każdą nową, dobrą płytą.
„Devils, Kids & Gypsies” to tytuł singla Penny Cocks, a zespół ten niektórzy pewnie znają z albumu „Do It Cock”. Hiszpanom udaje się łączyć klasyczne brzmienie punkowe, co rusz przypominające czasy grania pod szyldem 77, z nowoczesną, młodą energią. To chyba całkiem niezłe określenie, które i tak nie jest doskonałe, bo zwyczajnie trzeba ich usłyszeć, żeby zrozumieć o czym mowa. A usłyszeć warto, bo to udana kapela, której skład stanowi dwóch punkowców i dwóch skinheadów. Mają w sobie ogrom dobrych melodii, bo singiel nie ma słabych punktów i słucha się go z niezwykłą lekkością i wielką przyjemnością. Wadą singli jest to, że zbyt szybko się kończą, przynajmniej w przypadku dobrych nagrań, a o takich tutaj mowa.
Tak czy inaczej, jest to kapela, która dla mnie łączy to co minione z teraźniejszością, doskonale wpisując się w klimat świetnej zabawy przy doskonałych dźwiękach. Kolejny dowód na to, że warto sięgać w przeszłość i w dawnego ducha wtłaczać nową energię. Po zawartości singla widać, że chłopaki szykują dobry album.

penny cocks

 

Profile photo of Chytek

by Chytek

City Saints – Blue Collar Sons

7 czerwca 2014 in Muzyka

CoverCity Saints działają w zasadzie bardzo krótko, bo od roku 2012. To jednak jeszcze o niczym nie świadczy, ponieważ w ten muzyczny projekt zaangażowani są ludzie, którzy grali chociażby w Perkele czy Chillihounds. Wpływy doświadczeń muzycznych słychać bardzo wyraźnie – mamy doczynienia z bardzo melodyjnym punk’n’rollem, z wyczuwalną i wyraźną fascynacją klasycznymi dźwiękami rock’n’rolla, podlanego koktajlem chociażby z Cock Sparrera (swoją drogą chłopakom zdarzyło się zrobić całkiem dobry, akustyczny cover „I Got Your Number”) czy Motorhead. Pochodzą z Göteborga i są kolejnym potwierdzeniem mocnej pozycji skandynawskiej sceny muzycznej.
„Blue Collar Sons” to ich drugi duży album i udowadniają nim, że są zespołem z najwyższej półki. Kawałków słucha się z niekłamaną satysfakcją. Album jest przesiąknięty niesamowitą energią, a nawet w wolniejszym „You Put The Blame On Me” czy „Money, Corruption And Lies” znajdziemy jej spory zapas i zapragniemy się pobujać. To natomiast jest doskonałym dowodem na to, że muszą być prawdziwą koncertową petardą.
Wspomniałem, że to drugi krążek szwedów, a to świadczy o dosyć sporym potencjale – w krótkim czasie wydali dwa duże albumy, trzy single i znaleźli się na składance „Steelcap Love Affair” wydanym przez Spirit Of The Streets Records, z którym to związani są w zasadzie od samego początku istnienia. Żywię ogromną nadzieję, że ich wielka aktywność wydawnicza utrzyma się, a jednocześnie nie sprawi, że chłopaki wypalą się z pomysłów.
To kolejna płyta, która potwierdza, że rok 2014 jest tym, który przynosi wiele świetnych albumów i City Saints dopisali swoje akordy do tej prawidłowości.

city saints

Profile photo of Chytek

by Chytek

Supersuckers – Get The Hell

27 stycznia 2014 in Muzyka

FrontKiedy spoglądam za okno czuję się agresywnie zaatakowany przez zimę. Zwyczajnie jej nie znoszę i miałem cichą nadzieję, że w tym roku przejdzie jakoś bez zaznaczania swojej obecności. Niestety. Pozostaje zatem rozgrzewać się w zaciszu domu i słuchać muzyki obserwując, które letnie festiwale są warte uwagi.
Przeglądając albumy, które pojawiły się u mnie ostatnio postanowiłem dać szansę Supersuckers i ich najnowszej płycie „Get The Hell”. Tuż po intro uderzają od razu ostrym rock’n’rollowym i tytułowym kawałkiem, który sprawił, że mój słuch jeszcze uważniej zaczął śledzić kolejne numery.
Zespół istnieje od 1988 roku i jak sami twierdzą, są niewątpliwie ulubionym zespołem kogoś kogo znasz i już za moment będą również twoim, bo są najlepszym rock’n’rollowym zespołem na świecie. Z takimi stwierdzeniami warto uważać. Zespół gra sprawnie i bardzo przebojowo, płyta jest niezła, porwała mnie, co nie znaczy, że nie posiada słabszych momentów. Nie są one aż tak mocno uderzające, ale są i w tym kontekście takie przechwałki wypadają całkiem blado, bo zwyczajnie dla mnie tym numerem jeden nie będą. Na szczęście to co uważam za słabsze momenty jest tylko kwestią gustu i brzmienia, zatem nie dla każdego będzie to uderzające, a sam album jest rzeczywiście dobry i warty poznania. Niezłe, rock’n’rollowe granie raz zanurzone w piekielnych czeluściach, innym znów razem tarzające się na amerykańskiej farmie.

band 2

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Pistones – Eyes Over The City

15 grudnia 2013 in Muzyka

AlbumArtCzęsto patrzę w stronę Skandynawii – po pierwsze dlatego, że mam ochotę się tam wybrać któregoś dnia i zrobić kilka zdjęć, a po drugie dlatego, że miejsce to jest prawdziwą fabryką świetnych zespołów. Nie wiem czemu zawdzięczają tą muzykalność, ale być może warto byłoby to odkryć i spróbować zaszczepić na naszym rodzimym podwórku.
The Pistones pochodzą z Finlandii, a jeszcze dokładniej z Helsinek, Album „Eyes Over The City” to ich płytowy debiut. Niewątpliwie dużą uwagę zwracali w stronę klasycznych punkowych zespołów jak chociażby The clash, ale przede wszystkim (i to najbardziej słychać) ich fascynacje muzyczne to modsowska klasyka jak The Jam, The Who, Lambrettas. O ile zespołów sięgających po punk rocka, oia czy ska jest całkiem sporo, o tyle takich już nie. The Pistones muzycznie blisko też do grających współcześnie The Movement z Danii, z tym, że tutaj nie mamy do czynienia z zespołem kładącym nacisk na polityczny przekaz. Trzeba pochwalić album za brzmienie, które na prawdę robi wrażenie, a chłopakom nie brak instrumentalnego obycia. To świetny album, melodyjny i nie wpadający w monotonię. Dobrze się go słucha i mam nadzieję, że nadal będą podążać tą właśnie drogą.

The Pistones 01

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Black Bullets – XIII’s

14 grudnia 2013 in Muzyka

AlbumArtSięganie po dobrego, klasycznego rock’n’rolla tylko po to żeby wlać mu prosto w pysk ogromną dawkę spirytusu, zaprowadzić do piekła i przyprowadzić stamtąd odmienionego i ubranego w punkową zadziorność, to nie tylko dobry pomysł, ale najzwyczajniej konieczność. A przynajmniej do takich wniosków doszedłem słuchając płyty „XIII’s” zespołu The Black Bullets.
Po takim wstępie niektórzy mogą się już domyślać, że w dźwiękach The Black Bullets kryją się inspiracje chociażby Motorhead, że dostaniemy do rąk piekło dźwięków i z uśmiechami na ustach będziemy wsłuchiwać się w to co wypływa z głośników.
Tak jest – dźwięki są szybkie i ostre, a wokal z wdziękiem godnym samego diabła dopełnia całości. To kolejna kapela udowadniająca, że w rock’n’rollu kryje się prawdziwa siła i moc, w dodatku jak na debiut jest to świetnie zagrane. Istnieją od końca 2011 roku i sprawili, że po wysłuchaniu albumu ciągle mi mało. Ba! Chcę ich usłyszeć na żywo, bo łatwo z płyty wywnioskować, że te dźwięki muszą brzmieć wtedy jeszcze bardziej siarczyście!

black bullets

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Crunch – Busy Making Noise

16 listopada 2013 in Muzyka

frontJest kilka kapel, które nie znikną nigdy z kart historii punk rocka czy rock’n’rolla. Podobnie jak ludzie, którzy je tworzyli, tworzą i tworzyć będą. Które stworzyły wiele niezapomnianych kawałków i często wracają za ich sprawą w naszych głośnikach. Szczęście, że u wielu z tych ludzi wciąż żyje wielka pasja do tworzenia i są w stanie o sobie przypomnieć projektem niekoniecznie sygnowanym nazwami które znamy.
The Crunch to nowa formacja na muzycznej scenie i niedawno ukazał się ich pierwszy album. Sam fakt, że jest to nowa grupa nie znaczy, że ludzie ją tworzący to całkowici nowicjusze. The Crunch tworzą bowiem starzy wyjadacze: Sulo Karlsson z Diamond Dogs, Terry Chimes z The Clash, Dave Tregunna z Sham 69 i Mick Geggus z Cockney Rejects. Wyczekuję takich projektów i jednocześnie boję się ich, bo czasami ciężko odciąć własne oczekiwania od tego co niesie ze sobą nowy projekt.
Muzyka jaką serwują chłopaki ucieka od punk rocka w stronę dokonań modsów chociażby z The Jam, a nawet znacznie dalej. Nie znaczy, że nie czuć w niej korzeni punk rocka, one są w melodyjnej odmianie spod szyldu dwóch siódemek, ale są raczej jako zarys, coś lekko wyczuwalnego, jakieś tło, duch, cień… Więcej tu przyjemnego grania niż zadziornych pazurów, ba! są i zwolnienia jak w przyjemnej balladzie „Yesterday’s Boys & Girls” czy „Remember Me Like That”, które sprawiają, że można w tańcu przytulić się bliżej do płci przeciwnej. Nie wiem czy nie na wyrost, ale dla mnie to taki modsowski rock’n’roll. Coś czego miło się słucha, a członkowie zespołu dają gwarancję jakości. Wszystko zagrane i zaśpiewane na najwyższym poziomie.
Nie wierzę, że każdemu się spodoba, wielu może nawet uznać, że chłopaki zdziadzieli na starość, ale ja dałem się porwać. Zwyczajnie lubię czasem takie płyty i nic na to nie poradzę.

crunch1TheCrunch1

Przejdź do paska narzędzi