Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Relacja".

Profile photo of Kamil

by Kamil

1ST WARSAW TATTOO CONVENTION – RELACJA CZ.1

10 grudnia 2013 in Tatuaże, Wydarzenia

WTC_2013_960x6401Konwent tatuażu sam w sobie jest wybitnie ciekawym wydarzeniem. Zbiera się grupa ludzi, którzy zdobią tuszem ciała innych ludzi. Wraz z nimi przybywają osoby, które dają się pomazać. Wreszcie pojawia się rzesza ludzi, którzy przychodzą całe to zamieszanie oglądać, robić zdjęcia, opisywać. Ten konwent tatuażu dodatkowo ciekawy był z powodu jego dziewictwa. 1st Warsaw Tattoo Convention rozmachem sięgnął kilkudziesięciu tysięcy gości, co przełożyło się na ogromny tłok wewnątrz centrum konferencyjnego Legii. Relację zacznę od tego co było słabe, żeby jak najszybciej mieć to za sobą i skupić się na rzeczach fajnych, których zdecydowanie było więcej.

Pierwszym słabym punktem było rozbudzenie moich nadziei a potem brutalne ich uśpienie przez panią od PR w firmie Legia. Mój wniosek o akredytację był przetrzymany przez tydzień. Potem dostałem zapewnienie, że nie będzie najmniejszego problemu z akredytacją, jej wręczenie jest formalnością. Na koniec, dwa dni przed imprezą dostałem przepraszającego maila z informacją o nieprzyznaniu portalowi akredytacji, z powodu zbyt dużej liczby wniosków wobec ograniczonej liczby możliwych akredytacji. To był słaby punkt zindywidualizowany. Reszta słabych punktów dotyczyła już wszystkich lub prawie wszystkich odwiedzających.

IMGP2643Głównym zarzutem jaki łatwo jest postawić organizatorom, jest niedostosowanie miejsca do liczby odwiedzających – chociaż nie mogli oni przewidzieć takiego sukcesu frekwencyjnego. Odwiedzający WTC mieli problem ze swobodnym przemieszczaniem się po terenie konwencji. Duży tłok nie pozwalał w pełni delektować się rzeczami dziejącymi się dookoła. Pewną część uwagi trzeba było poświęcić na lawirowanie między ludźmi, i narzekaniu na wysoką temperaturę. Kolejnym dużym minusem dla organizatorów była niewątpliwie bardzo słaba strefa gastronomiczna. Właściwie to brak strefy gastronomicznej. Coś co dla odwiedzających nie musiało być wielkim problemem, dla wystawców i ich modeli mogło być spory problemem. Jedno stoisko z hot dogami i piwem to znacznie za mało na tak duże wydarzenie. Brak opcji wegetariańskiej to już kompletna porażka. Piszę brak, ponieważ opcja wegeburgera za 18 złotych jest dla mnie ofertą z kosmosu, skierowaną do ufoludków. Ostatnimi słabymi punktami jakie jestem muszę wytknąć organizatorom, a które dosłownie rzucały się w oczy, były ogromne kolejki po bilety i do szatni. Tutaj wraca błąd zbyt małej wyobraźni i brak zaufania w sukces frekwencyjny. Kiedy jednak się to wszystko przetrwa, zracjonalizuje i skupi się na oglądaniu i słuchaniu samego już wydarzenia, to perspektywa zapełni się fantastycznymi obrazami i dźwiękami, a czas upłynie w fajny sposób.

Po wkroczeniu na teren konwencji i wejściu między stanowiska tatuatorów, natychmiast do uszu dociera wszechobecny „bzyk”. Każdy kto ma na ciele choć jeden tatuaż, lub był przy tworzeniu tatuażu na pewno na długo zapamiętał dźwięk jaki wydaje maszynka do dziarania. Wśród dźwięków maszynek i gwaru ludzkich rozmów, przebijając się przez tłumy ciał starałem się chłonąć jak najwięcej. Patrzeć przed siebie, za siebie, w lewo i prawo. Chciałem zobaczyć wszystko. Z początku będąc lekko wycofanym, żeby nie naruszać prywatności tatuowanych i tatuatorów, patrzyłem z pewnej odległości na akt tworzenia. Po chwili zrozumiałem, że artyści uczestniczący w konwencji godzą się na towarzyszącą temu konwencję. Wiedzą, że są tam dla odwiedzających, wiedzą, że będą się im przyglądały tysiące oczu, że niektórzy bezczelnie będą się gapić, będą włazić do boxu, robić zdjęcia i naruszać zasady. Zatem skoro godzą się być na świeczniku przez dwa dni, to nie muszę się czaić i mogę nieco odważniej obserwować ich pracę.

IMGP2527Przyglądając się pracom artystów, zarówno tym tworzonym na żywo jak i tym przedstawionym w portfolio wystawianych na stolikach, czy prezentacjach wyświetlanych na monitorach, zauważyć można pewne wiodące tendencje. Niewątpliwie króluje oldschool i newschool. Bardzo wielu artystów lubuje się w tradycyjnych formach lub wariacjach na ich temat. Jest to o tyle fajne, że sam jestem miłośnikiem takich klimatów i możliwość oglądania na żywo powstawania prac spod znaku „old” i „new” było przeżyciem nie lada. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia, i kiedy już napatrzymy się na dominujące wzory zaczynamy szukać czegoś niespotykanego. Rzadkich talentów na szczęście na WTC było bardzo wiele. Pierwszym, który został wychwycony przez fotografkę Rybę był Miskacz. Ryba jako fanka street artu od razu rozpoznała człowieka z klimatu. Miskacz ma kreskę grafficiarską, a w zbiorze jego prac natrafić można było na wiele nawiązujących do sztuki ulicy. Jak się później okazało, Miskacz zdobył 1szą nagrodę w kategorii „Best individual”.

Fotografka Ryba w ogóle miała talent do wychwytywania nietuzinkowych artystów. Innym dziaraczem, którego prace Ryba pożerałIMGP2558a był Emil Supertramp z Liverpoolu, pracujący gościnnie na stoisku TattooMe. Miał klimatyczne prace prowadzone klasyczną kreską, nawiązujące bardzo do starej szkoły. Stanowisko TattooMe wyróżniało się od innych swoim rozmiarem, muzyką i urodą dziewczyn opiekujących się boxem. Było to miejsce, w którym można było ugrzęznąć na kilka dobrych minut. Jeśli już mowa o dużych boxach, to poza „tattoome” rozmiarem imponowali organizatorzy z JUNIORINK i ARTFORCE TATTOO, a także imperatorzy z ROCK’N ROLL TATTOO. Do boxu z JUNIORA można mieć jednak spore zastrzeżenie. Stanowiska artystów były wycofane do głębi boxu, który był z kolei w pewnej odległości o głównego szlaku, i nie można było spojrzeć z bliska na ich pracę. Było to o tyle słabe, że warto byłoby zobaczyć pracę ludzi, którzy należeli do studia organizatorów. Myślę, że organizatorzy powinni wykazywać się bardziej egalitarnym a mniej elitarnym zachowaniem i nie chować się za barykadą stołów z ulotkami, tylko wyjść ze swoimi pracami do ludzi tak jak robiły to mniejsze studia.

Artystycznym doznanieIMGP2587 (2)m było z pewnością oglądanie prac Gepasa z GEPAS ART & TATTOO. Jego infantylny styl bardzo odróżniał go od innych artystów. Prace Gepasa przykuwały uwagę, i nie można było nie przejrzeć jego portfolio i nie popatrzeć jak robi „krzywdę” ludziom. Tuż obok niego pracował inny nietuzinkowy artysta Łukasz Sokołowski z TOTOOTOTAM.PL. Mroczny minimalista. Do mojego gustu najbardziej przypadła praca z krzyczącym człowiekiem umieszczonym w głowie innego zmęczonego życiem człowieka. Umiejętność przedstawienia emocji w symboliczny sposób wybitna. Modelkę Łukasza poza tatuażem jego autorstwa, zdobiła koszulka AnimalLiberationFront – koszulka nie dla mas bez wątpienia.IMGP2592 (2)

Wartym zobaczenia wydarzeniem, na które się nastawiałem, była prezentacja pracy Karoliny Czaji z PRIMITIVE TATTOO. Karolina trudni się tatuażem spod znaku „etno” i posługuje się tradycyjnymi prymitywnymi metodami. Tatuaż z PRIMITIVETATTOO to przeżycie duchowe, jak myśle coś więcej niż estetyka. Wprawdzie niewiem na ile duchowo przeżywać można tatuowanie w takich warunkach, jednak oceniając ten styl tatuażu skłaniałbym się do szukania w tym większej głębi. Karolina wygrała konkurs w kategorii MODERN BLACK(ETNO ART INSPIRATION). Kategoria jakby ukuta na potrzeby laureatki.IMGP2635

O nagrodach więcej rozpiszę się w drugiej części relacji poświęconej tylko konkursom. Ich przebiegowi, uczestnikom, laureatom. Wszystkiemu temu co przez rok na salonach będzie opowiadane lub nie. Możliwościom przechwałek czy teoriom spiskowym, których niestety nie będzie, bo żadna nagroda nie powędrowała do organizatorów

 

    Kamil

Przejdź do paska narzędzi