Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Punk’n’Roll".

Profile photo of Chytek

by Chytek

City Saints – Blue Collar Sons

7 czerwca 2014 in Muzyka

CoverCity Saints działają w zasadzie bardzo krótko, bo od roku 2012. To jednak jeszcze o niczym nie świadczy, ponieważ w ten muzyczny projekt zaangażowani są ludzie, którzy grali chociażby w Perkele czy Chillihounds. Wpływy doświadczeń muzycznych słychać bardzo wyraźnie – mamy doczynienia z bardzo melodyjnym punk’n’rollem, z wyczuwalną i wyraźną fascynacją klasycznymi dźwiękami rock’n’rolla, podlanego koktajlem chociażby z Cock Sparrera (swoją drogą chłopakom zdarzyło się zrobić całkiem dobry, akustyczny cover „I Got Your Number”) czy Motorhead. Pochodzą z Göteborga i są kolejnym potwierdzeniem mocnej pozycji skandynawskiej sceny muzycznej.
„Blue Collar Sons” to ich drugi duży album i udowadniają nim, że są zespołem z najwyższej półki. Kawałków słucha się z niekłamaną satysfakcją. Album jest przesiąknięty niesamowitą energią, a nawet w wolniejszym „You Put The Blame On Me” czy „Money, Corruption And Lies” znajdziemy jej spory zapas i zapragniemy się pobujać. To natomiast jest doskonałym dowodem na to, że muszą być prawdziwą koncertową petardą.
Wspomniałem, że to drugi krążek szwedów, a to świadczy o dosyć sporym potencjale – w krótkim czasie wydali dwa duże albumy, trzy single i znaleźli się na składance „Steelcap Love Affair” wydanym przez Spirit Of The Streets Records, z którym to związani są w zasadzie od samego początku istnienia. Żywię ogromną nadzieję, że ich wielka aktywność wydawnicza utrzyma się, a jednocześnie nie sprawi, że chłopaki wypalą się z pomysłów.
To kolejna płyta, która potwierdza, że rok 2014 jest tym, który przynosi wiele świetnych albumów i City Saints dopisali swoje akordy do tej prawidłowości.

city saints

Profile photo of Chytek

by Chytek

The McGunks – Highlights For Lowlifes

19 lutego 2014 in Muzyka

CoverJeśli kochasz punk rocka, rock’n’rolla, alkohol i szybką jazdę niewątpliwie uwielbiasz The Bones, Social Distortion czy Motorhead. To kawał świetnej muzyki i dobrego tła dla aktywnej, zwariowanej codzienności. To także pierwsze skojarzenia jakie miałem odnośnie fascynacji muzycznych chłopaków z The McGunks.
Jak łatwo przewidzieć zespół łączy melodyjny rock’n’roll z punk rockiem, a robią to od roku 2003. Sami mówią, że przemycają do swojej muzyki fascynacje rock’n’rollem, rockabilly a nawet odrobinę country. Tego country (może na szczęście) tu nie słychać, słychać za to fajne, pełne energii kawałki. Wokal lekko chropowaty, dobre chórki – ewidentnie muzyka dla fanów ulicznego brzmienia, dla niegrzecznych chłopaków i ich szalonych dziewczyn. To ten rodzaj punk rocka, który wywołuje uśmiech na twarzach wszystkich, bez względu na to czego słuchają na co dzień, i ten przy którym najlepiej się bawimy. Sam album mógłby trwać dłużej niż te niespełna dziesięć kawałków trwających niemal równe pół godziny. Z drugiej jednak strony w przypadku tej płyty nie mamy odczucia, że coś znalazło się tu przypadkowo, czy że zostało wrzucone by sztucznie wydłużyć czas jej trwania. Każdy numer jest przebojowy i całości słucha się z jednakową przyjemnością.

mcgunks

Profile photo of Chytek

by Chytek

Suzio 13 – Mas Motivos Que En El 77

16 lutego 2014 in Muzyka

coverObudziłem się jak zwykle zbyt późno by obalić system, więc jak to mam w zwyczaju – włączam muzykę, obalam piwo i cieszę się dźwiękiem. Te magiczne chwile, które odrywają szarą codzienność z pewnego szablonu i zamieniają ją w coś więcej, są mi zwyczajnie potrzebne i bez nich już dawno bym zwariował. Muzyka jest nośnikiem realności, kotwicą łączącą mnie z tym światem, który wydawałoby się zapomniał o części swoich mieszkańców.
Cieszę uszy albumem „Mas Motivos Que En El 77” pochodzącego z Madrytu Suzio 13. To nie jest album bardzo nowy, bo pochodzi z roku 2012, ale niewątpliwie jest to płyta z którą warto się zapoznać. Chłopaki śpiewają po hiszpańsku, a towarzyszą im dźwięki jakby żywcem wyjęte z punk rocka spod znaku dwóch siódemek, podrasowanego drapieżnym rock’n’rollem. Jest tu spora energia i fajnie zadziorny wokal, który doskonale współgra z całością, jest dobra melodyjność i ciekawie brzmiące gitary wyrywające się momentami słabiej bądź mocniej z punkrockowej konwencji. To wyrywanie się nie jest jednak na tyle mocne by uciec poza tak lubianą stylistykę, dodaje natomiast dodatkowego uroku. W końcu jest to też po prostu udany album zawierający 12 kompozycji, którymi można umilić sobie czas, a które nie są pozbawione ważnego przekazu.

suzio 13

Profile photo of Chytek

by Chytek

Supersuckers – Get The Hell

27 stycznia 2014 in Muzyka

FrontKiedy spoglądam za okno czuję się agresywnie zaatakowany przez zimę. Zwyczajnie jej nie znoszę i miałem cichą nadzieję, że w tym roku przejdzie jakoś bez zaznaczania swojej obecności. Niestety. Pozostaje zatem rozgrzewać się w zaciszu domu i słuchać muzyki obserwując, które letnie festiwale są warte uwagi.
Przeglądając albumy, które pojawiły się u mnie ostatnio postanowiłem dać szansę Supersuckers i ich najnowszej płycie „Get The Hell”. Tuż po intro uderzają od razu ostrym rock’n’rollowym i tytułowym kawałkiem, który sprawił, że mój słuch jeszcze uważniej zaczął śledzić kolejne numery.
Zespół istnieje od 1988 roku i jak sami twierdzą, są niewątpliwie ulubionym zespołem kogoś kogo znasz i już za moment będą również twoim, bo są najlepszym rock’n’rollowym zespołem na świecie. Z takimi stwierdzeniami warto uważać. Zespół gra sprawnie i bardzo przebojowo, płyta jest niezła, porwała mnie, co nie znaczy, że nie posiada słabszych momentów. Nie są one aż tak mocno uderzające, ale są i w tym kontekście takie przechwałki wypadają całkiem blado, bo zwyczajnie dla mnie tym numerem jeden nie będą. Na szczęście to co uważam za słabsze momenty jest tylko kwestią gustu i brzmienia, zatem nie dla każdego będzie to uderzające, a sam album jest rzeczywiście dobry i warty poznania. Niezłe, rock’n’rollowe granie raz zanurzone w piekielnych czeluściach, innym znów razem tarzające się na amerykańskiej farmie.

band 2

Profile photo of Chytek

by Chytek

TailGunner – Soundtrack Of Our Lives

8 stycznia 2014 in Muzyka

AlbumArtZ nowym rokiem pojawiło się we mnie sporo energii, mimo że pierwszy dzień roku przeklinałem na czym świat stoi. Głowa do wymiany, uśmiech od ucha do ucha i kilka mocnych postanowień. Był to chyba jedyny dzień, w którym nie towarzyszyły mi żadne dźwięki, bo nawet szmery były sprzymierzone przeciwko mnie. To nic, bo w kolejnych wszystko wróciło do normy, a nawet pojawiły się rzeczy ciekawe.
Jedną z nich jest kanadyjskie TailGunner, sześcioosobowy skład zapatrzony w kapele takie jak Cock Sparrer, Cockney Rejects, Street Dogs czy The Clash. To słychać w ich muzyce i przyznaję, że kawałki mają przebojowe, bardzo melodyjne i szybkie. Gdzieś tak blisko twórczości Cock Sparrera krążą chyba najmocniej i to na wielki plus, bo dzięki temu tworzą na prawdę niezłe numery. Album „Soundtrack Of Our Lives” zawiera ich niestety tylko sześć i jest to chyba jedyny mankament tej płyty, bo po dwudziestu minutach zostajemy z niezaspokojonym głodem na kolejne piosenki. Tak krótki album każe mi jednak wierzyć, że kolejna płyta Kanadyjczyków będzie bardziej upasiona kawałkami, a ta wyszła z racji potężnej chęci obdarzenia świata tymi świetnymi numerami i jak dla mnie jest doskonałym tłem naszej wciąż zbuntowanej codzienności.

tailgunner

Profile photo of Chytek

by Chytek

Junkstars – French Hot Dog

31 grudnia 2013 in Muzyka

AlbumArtGdybym miał się zastanowić kiedy pierwszy raz usłyszałem The Clash, na pewno odpowiedziałbym, że dawno. Chwilę później dodałbym, że już wtedy wiedziałem jaki w tej kapeli jest potencjał i że ich muzyka będzie mi towarzyszyć przez resztę życia. To było jak uderzenie ciężkim młotem, które otworzyło oczy na coś więcej niż proste łupanie bez większego przemyślenia. Śmiało mogę powiedzieć, że spotkanie z ich twórczością było jednym z najważniejszych muzycznych spotkań mojego życia.
Piszę to ponieważ album „French Hot Dog” grupy Junkstars otwiera numer „First Time I Heard The Clash” i pod jego wpływem pojawiły się takie właśnie przemyślenia. Ten czteroosobowy skład pochodzi ze Szwecji i przeraził mnie ich wygląd po którym bałem się tego co usłyszę. Na szczęście nie pokryło się to z rzeczywistością – chłopaki grają modne połączenie punk rocka z rock’n’rollem i wychodzi im to świetnie. Jest melodyjnie, jest zadziornie, wokal się sprawdza a chórki wypadają doskonale. Nie ma co narzekać na brak sprawności, bo radzą sobie doskonale z instrumentami i kawałki przepełnione są energią. Dobrze się tego słucha, z pewnością album warty dołączenia do płytoteki, a sam zespół warto śledzić i jeśli pojawią się w okolicy, koniecznie gnać na koncert.

junkstars

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Black Bullets – XIII’s

14 grudnia 2013 in Muzyka

AlbumArtSięganie po dobrego, klasycznego rock’n’rolla tylko po to żeby wlać mu prosto w pysk ogromną dawkę spirytusu, zaprowadzić do piekła i przyprowadzić stamtąd odmienionego i ubranego w punkową zadziorność, to nie tylko dobry pomysł, ale najzwyczajniej konieczność. A przynajmniej do takich wniosków doszedłem słuchając płyty „XIII’s” zespołu The Black Bullets.
Po takim wstępie niektórzy mogą się już domyślać, że w dźwiękach The Black Bullets kryją się inspiracje chociażby Motorhead, że dostaniemy do rąk piekło dźwięków i z uśmiechami na ustach będziemy wsłuchiwać się w to co wypływa z głośników.
Tak jest – dźwięki są szybkie i ostre, a wokal z wdziękiem godnym samego diabła dopełnia całości. To kolejna kapela udowadniająca, że w rock’n’rollu kryje się prawdziwa siła i moc, w dodatku jak na debiut jest to świetnie zagrane. Istnieją od końca 2011 roku i sprawili, że po wysłuchaniu albumu ciągle mi mało. Ba! Chcę ich usłyszeć na żywo, bo łatwo z płyty wywnioskować, że te dźwięki muszą brzmieć wtedy jeszcze bardziej siarczyście!

black bullets

Profile photo of Chytek

by Chytek

V8 Wankers – Got Beer?

14 listopada 2013 in Muzyka

FrontPunk’n’roll to świetna muzyka do prowadzenia samochodu, a przynajmniej na mnie działa i prowadzi mi się przy niej doskonale. Ma to swoje plusy, bo to prawdziwie mocne uderzenie i dobre granie, a w długich trasach czas płynie jakby szybciej, ale są i minusy o czym dotkliwie przekonałem się płacąc mandat za znaczne przekroczenie prędkości. Nie dało się inaczej, kiedy pod wpływem dźwięków noga sama mocniej dociskała gaz.
Obawiam się, że sytuacja może się powtórzyć jeśli w samochodzie odpalę najnowszy krążek V8 Wankers „Got Beer?”. Niemcy działają na muzycznej scenie od 2000 roku, a nowy album jest ósmym w ich dorobku. Nie jestem pewien czy pisząc o nim „petarda” nie będzie to za mało. W tych dźwiękach autentycznie czuć siarkę i słychać ryk silników. Jest jak wprawiony w ruch bolid, którego nie sposób zatrzymać, ale nawet gdyby była taka możliwość, to nie ma momentu w którym chciałoby się zwalniać. Album jest jak ścieżka dźwiękowa, którą chciałoby się wyświetlić w podkładzie do własnego życia. Dobry krążek ze sprawdzonej stajni muzycznej i chciałbym żeby takich płyt ukazywało się jak najwięcej. Pozostaje przemycić ją w tajemnicy przed żoną do samochodu i sprawdzić co się stanie 😉

V8_Wankers___Promo_2009_by_dirkbehlau

Profile photo of Chytek

by Chytek

Lucifer Star Machine – Rock’n’Roll Martyrs

7 listopada 2013 in Muzyka

coverSą we wszechświecie pewniki i jest ich cała masa. Jednym z nich jest to, że punk’n’rollowe kapele mają kopa, a jeśli jeszcze grają jak The Bones czy Peter Pan Speedrock, ciężko się nimi znudzić. To petardy wystrzeliwane z głośników w stronę całego świata i chwała im za to. Nie ma to bowiem jak naładować baterie porządną dawką dźwięku.
Lucifer Star Machine nie są nowym tworem na muzycznej scenie, bo początki ich grania sięgają roku 2002. Od tego czasu nagrali dwie duże płyty i zagrali trochę koncertów. Teraz pojawiają się z nowym krążkiem, na który miałem smaka kiedy tylko zobaczyłem klip do „Dead And Gone”. Nie ma co owijać w bawełnę – to prawdziwie elektryzujące granie z solidną porcją melodyjności. Nie może być inaczej skoro chłopaki biorą co najlepsze z punk rocka, rock’n’rolla, psychobilly, i łączą to w swoją, bardzo strawną całość. Są gdzieś pomiędzy wspomnianymi kapelami – siarczystą, szorstką ekipą z Peter Pan Speedrock i melodyjną bombą The Bones. Album „Rock’n’Roll Martyrs” już zaskarbił moje serce, mimo, że znalazłem śladowe ilości miejsc w których wokal mógłby być mniej „sofaciarski”. Tak czy siak – bardzo dobra, i przede wszystkim, pełna energii płyta.

lsm_tk-promo2

Przejdź do paska narzędzi