Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Książka".

Profile photo of Chytek

by Chytek

Leksykon Buntowników

6 stycznia 2015 in Muzyka

leksykonMam tę właściwość, że z dużą częstotliwością ląduję w najróżniejszych księgarniach, na stoiskach z książkami, czy ogólnie w miejscach gdzie można książki kupić. Bardzo uważnie się im przyglądam i staram się śledzić rynek wydawniczy pod kątem tego co mnie interesuje. Nie znaczy jednak, że nie jestem w stanie się zaskoczyć i przypadkiem kupić coś o czym nie wiedziałem.
„Leksykon Buntowników” Maxa Cegielskiego trafił do mnie właśnie z takiego „przypadku”, w dodatku z całą pewnością nie przyciągnął mnie okładką, która jest najzwyczajniej słaba. Stało się jednak tak, że kupiłem to i przez jakiś czas leżało na półce. Nie ukrywam, że większość zawartości nie miała dla mnie większego znaczenia, ale i tak przeczytałem ją w całości i muszę przyznać, że nie nudziłem się nawet na biografiach hipisów. To zasługa przystępnej formy – krótkich, kilkunastostronicowych opowieści o poszczególnych postaciach. To sprawia również, że o każdej osobie możemy przeczytać w dowolnej kolejności lub też ominąć te przez które nie chcemy się przebijać. Mnie, z oczywistych względów najbardziej zainteresowały biografie Patti Smith, Iggy Popa, Johnnego Rottena i Sida Viciousa, Boba Marleya, Joe Strummera, Iana Curtisa i Jello Biafry.
Wszystkich postaci opisanych w książce jest znacznie więcej, ułożone są w kolejności chronologicznej i z pewnością każdy stwierdzi, że wielu osób w niej zabrakło. Ta książka to jednak miłe, podręczne kompendium, będące doskonałym uzupełnieniem obszernych, grubych publikacji dotyczących pojedynczych muzyków. Doskonałe kiedy chcemy zapoznać się ze skumulowaną wiedzą w krótkiej formie, bez zagłębiania się w szczegóły. Dodatkowo całość została przyozdobiona pokaźną ilością czarno-białych zdjęć.
Książka jest całkiem sympatyczną publikacją, która oczywiście nie jest pozbawiona wad. Dla tych, którzy szukają jedynie szczegółowych, obszernych biografii nie będzie wystarczająca, poza tym jest to jednak bardzo subiektywne spojrzenie autora na pewne kwestie – to człowiek który spogląda na punk rocka z daleka, nie będąc częścią tego świata. Wszelkie za i przeciw każą mi jednak stwierdzić, że to pozycja którą warto się zainteresować, i nawet z takiego powodu, że może na naszym rynku książek pojawia się coraz więcej, ale to jednak wciąż kropla w morzu.

Profile photo of Chytek

by Chytek

Punk – Brutalna Prawda

16 października 2014 in Muzyka

pbp1Nie licząc tych rzadkich przypadków kiedy stajemy się prekursorami czegoś, jesteśmy kontynuatorami. Możemy coś rozbudować, zmienić, przekształcić, ale wciąż jednak podążamy wyznaczoną już przez kogoś ścieżką. W muzyce również. Ten album pokazuje i opowiada o miejscach i ludziach, którzy stali na jej początku. I o dźwiękach. Zwłaszcza o nich.
„Punk Brutalna Prawda”, wbrew pozorom nie jest brutalny. Jest ładnie wydany, w twardej oprawie, na miłym w dotyku papierze, w niezłej jakości. Jest to album wzbogacony tekstem, ale tekstu tu nie jest tak dużo. Powiedziałbym, że są to wręcz informacje encyklopedyczne. Pojawiło się już kilka pozycji, które dosyć rozwlekły temat, więc ten skrótowy ekspres jest miłą odskocznią. Czym w zasadzie jest ta książka? Wspomniałem o tekście, i rzeczywiście jest on elementem, który prowadzi nas przez kolejne strony, opisując niemal cały czas chronologicznie historię punk rocka, głównie od strony muzycznej. Potknięć stylistycznych nie ma wiele, a te które się pojawiają nie są mocno uciążliwe. Kwintesencją albumu są jednak zdjęcia, i to jest jego wielki plus – udało się w nim zgromadzić co najmniej kilka, których nie miałem okazji wcześniej oglądać, a ogólnie wszystkich jest bardzo bardzo dużo. Poza encyklopedycznym zapisem czasów, to właśnie zdjęcia prowadzą nas w stronę wspomnień, i to one stają się kwintesencją tego wydawnictwa.
Jeśli macie ochotę sięgnąć do korzeni ruchu punk, to jest to książka która was nie zawiedzie, ponadto pięknie komponuje się w domowej biblioteczce. Jedyne co mnie przeraża, to fakt, że już nawet książki drukujemy w Chinach.

pbp2 pbp3 pbp4 pbp5 pbp6 pbp7 pbp8

Incoming search terms:

  • prawd punk
Profile photo of Chytek

by Chytek

Rikki Ercoli – Legends Of Punk: Photos From The Vault

13 czerwca 2014 in Muzyka

LOP1Kiedy spoglądam uważnie na rodzime publikacje około punkowe, muszę przyznać, że jest odrobinę lepiej niż kiedyś, ale wciąż jeszcze jest to rynek mocno nienasycony, a to co się ukazuje to kropla w morzu potrzeb. Widać progres, ale mimo to rynek jest tak mało obfity, że trzeba spoglądać za granicę.
Podczas takiej obserwacji zagranicznych publikacji trafiłem na album „Legends Of Punk: Photos From The Vault”. Kiedy do mnie dotarł okazał się być solidną książkową pozycją, ubraną w twardą oprawę i zdjęcie przedstawiające Sida. Wiedziałem czego spodziewać się w środku i dostałem to, a nawet więcej. Początkowo podejrzewałem, że album ten zamknie się w zdjęciach 6-7 zespołów i koniec. Nie. „Legends Of Punk” to skarbnica zdjęć, a to co znalazło się na nich przerosło moje oczekiwania. Czarno-białe zdjęcia o charakterze dokumentalnym są niesamowicie klimatyczne i pozwalają dostrzec, a może nawet usłyszeć, dźwięki i czas, które już tak naprawdę nie wrócą. Są zapisem pewnej epoki, w dużej mierze minionej, bo patrząc na nie i zestawiając z czasami obecnymi, mamy świadomość, że pewne rzeczy przeminęły. To rzecz jasna album przede wszystkim dla fanów punk rocka, ale skłamałbym pisząc, że nie zainteresuje innych osób, chociażby ze względu na swój dokumentalny charakter. To wreszcie solidna publikacja, która mogłaby posłużyć za przykład dla naszych rodzimych wydawców. Rzecz, którą można bez wstydu postawić na półce i wracać do niej w wolnych chwilach.

 

A na zdjęciach znajdziecie: Adam and the Ants, Andy Warhol, Bauhaus, Billy Idol, Blondie, Bow Wow Wow, Brian Brain, Circle Jerks, The Clash, Cook and Jones, The Cramps, David Johansen, Dead Kennedys, D.O.A., Edith Massey, The Exploited, Gang of Four, GBH, Girls School, Jah, Wobble, Jello Biafra, Killing Joke, Lance Loud, Lydia Lunch, Marianne Faithfull, Misfits, Nico, The Nuns, Patti Smith, Public Image Ltd, The Raincoats, The Ramones, Red Hot Chilli Peppers, Richard Hell, Sex Gang Children, Sid Vicious, Siouxsie and the Banshees, The Slits, X, Stiv Bators, Stray Cats, Virgin Prunes.

LOP2 LOP3 LOP4 LOP5 LOP6 LOP7 LOP8 LOP9

Profile photo of Chytek

by Chytek

Kevin Cummins – Joy Division

2 czerwca 2014 in Muzyka

okładkaZdarzają się zespoły, których twórczość przechodzi do historii muzyki i pewne jest to, że zostanie ona tam na zawsze. Najłatwiej jest opowiedzieć historię takiej kapeli za pomocą dźwięków, czy to w postaci składanki z największymi hitami, czy też wielkiego wydawnictwa zawierającego wszystkie wydane albumy. Problem zaczyna się kiedy o muzyce chcemy opowiadać nie dźwiękiem a słowem, a prawdziwym wyzwaniem jest opowiedzieć to obrazem.
Jeśli chodzi o fotografię, która ma być zapisem klimatu, dźwięku, atmosfery, to sprawa prosta nie jest i wymaga to ogromnego wręcz talentu. Na szczęście dla Joy Division, a obecnie dla fanów tej niesamowitej grupy, na ich drodze pojawił się Kevin Cummins. To on udokumentował na swoich zdjęciach zespół (tak w wersji koncertowej jak i poza sceną). Poszedł jednak o krok dalej i widać to w jego albumie. Przeglądając go zdaję sobie sprawę, że nie byłby on tak bardzo klimatyczny, gdyby wyrzucić zdjęcia Manchesteru. Fotografie pokazują szary, surowy świat, w którym przyszło tworzyć muzykom. Widzimy zatem to, co słychać w zimnych dźwiękach kapeli. W pewien sposób odbywamy zatem podróż nie tylko do świata muzycznego, ze sceną, publicznością i rozpiętym w przestrzeni klubu dźwiękiem, ale dalej – do miasta, które było inspiracją, tłem i inkubatorem pomysłów. To album wyjątkowy, bo zdjęcia są przepełnione klimatem, doskonale zrobione od strony technicznej, a dodatkowo oddają tamten czas. Są dokumentem, ale też świadectwem pewnego zjawiska i rzeczywistości, która powołała to wszystko do życia. Bez wątpienia to solidna pozycja, myślę, że nie tylko dla fanów. Pięknie wydana i uzbrojona w twardą oprawę.
01 02 03 04 05 06 07 08

Profile photo of Chytek

by Chytek

Polski Street Art

10 lutego 2014 in Streetart

1W mieście, często nawet nie po zmroku, unosi się w powietrzu zapach czegoś tajemniczego, czasem szalonego i mądrego zarazem, a czasami niezwyczajnie pięknego. Przenika do naszego wnętrza i po prostu w nim jest, na chwilę – tylko po to by zaznaczyć swoją obecność i coś ze sobą przynieść. Niektórzy uzewnętrzniają ten zapach ozdabiając nim przestrzeń miasta.
W pewnym momencie pozwoliliśmy zamknąć sztukę w dusznych salonach, ustawić budy z biletami i kupczyć nią jak popadnie. O ile są dzieła z którymi należało tak postąpić, o tyle pewne jest, że nie dotyczyło to wszystkich. Trudno jednak, dokonaliśmy aktu całkowitego zamknięcia ekspresji artystycznej w bezpłciowych sześcianach. Spowodowało to ograniczenie dyskusji twórcy i jego dzieła, bo i odbiorców jakby mniej. To co za biletowaną ścianą często odstrasza, a jeśli nawet ją przekroczymy, to nie zawsze jesteśmy w stanie nawiązać kontakt z wymową pracy, bo ogranicza nas pewna konwencja i atmosfera miejsca.
Ale sztuka musi mówić, bez odbiorcy łatwo ją udusić i skazać na zapomnienie. To między innymi dlatego wyszła na ulice i często to ona sama szuka kontaktu z odbiorcą, a nawet wręcz rzuca się na niego swoją treścią. Street art stał się nowym manifestem pokolenia, przenika miasto i rozmawia z mieszkańcami. Krzyczy, szepcze, mówi. Ma coś czego nie ma w miejscach odgrodzonych od ogółu kasami – ma chęć porozmawiania z każdym.
Dla tych którzy interesują się sztuką uliczną, a może zwyczajnie sztuką, i dla wszystkich, którzy chcą ją poznać, wydawnictwo „Carta Blanca” przygotowało albumy „Polski Street Art” oraz „Polski Street Art – Część 2: Między Anarchią A Galerią”. To pięknie i solidnie wydane książki, w twardych oprawach, coś czego nie musimy się wstydzić na tle zagranicznych publikacji poświęconych temu tematowi. Wnętrze jest bogate, przedstawia masę artystów, opis ich twórczości i ich samych. Przede wszystkim jednak jest to album i to widać – bogactwo zdjęć i eksplozja barw. Zaskoczyło mnie jak poważnie opracowano to wydawnictwo, a co za tym idzie fakt, że odbiorca został w tym wszystkim nagrodzony dopracowanym produktem. W pierwszej części, przyznaję, brakowało mi nieco tego klasycznego szablonu wycinanego na rentgenowskiej kliszy i odbijanego na murze. Przaśnego, żartobliwego, często politycznego. W drugiej części nie został już pominięty i ucieszyłem się, bo sam niegdyś takie odbijałem. Mamy zatem dwa świetne albumy dokumentujące to o czym na najróżniejsze sposoby krzyczą polskie ulice. Pozycje absolutnie obowiązkowe.

2 3 4 5 6 7

Profile photo of Chytek

by Chytek

Koniec Punku W Helsinkach

18 września 2013 in Felietony, Wiadomości

kpwhDługo unikałem książek, które przemycały do fabuły punk rock. Kojarzyło mi się to z tanią harlequinowską prozą, a co gorsza ze sponiewieraniem tego co lubię i cenię. Może nawet słowo „sponiewieranie” jest tutaj za słabe – był to oczywisty, brutalny gwałt, popełniony z premedytacją na wszystkich wartościach w jakie wierzę. Wyświechtanie kiczowatych słów w sztandary, które wciąż gdzieś tam z większą lub mniejszą siłą powiewają nad moją głową.
Kiedy jednak ukazał się „Koniec Punku W Helsinkach” coś we mnie drgnęło i postanowiłem przeczytać. Nie wiem czy sprawiła to postać niesamowicie cenionego i już utytułowanego czeskiego pisarza – Jaroslava Rudisia, ale książkę nabyłem, otworzyłem i przeczytałem jednym tchem. Nie wiedziałem, że można tak barwnie opowiedzieć o rzeczach bliskich każdemu z nas, o czymś co wielu z nas przeżyło, przeżywa, lub zna z opowieści.
Historia dzieje się na pograniczu polsko-niemiecko-czeskim, a głównym bohaterem jest Ole, który prowadzi swój bar. Wokół tej postaci, a także całego baru, kręci się grupa przyjaciół i znajomych – mieszkańców dawnych wschodnich Niemiec. Każda postać jest niezwykle starannie zarysowana i wręcz plastyczna. Czuć jej obecność, intencje, emocje. Na dodatek wszystko przeplata się z pamiętnikiem czeskiej nastolatki Nancy, sięgającym lat osiemdziesiątych. To z niego dowiemy się, że tak w Czechosłowacji jak i wschodnich Niemczech, źródłem dobrej muzyki była polska radiowa Trójka.
Ta książka jest po części próbą opowiedzenia o dorastaniu i o buncie jako stałym elemencie tego procesu. O tym jak ten bunt się zmienia i dokąd czasami prowadzi. Jest to też historia o przyjaźni, o ludziach i miejscach, o wszystkim tym co wraz z wiekiem gromadzimy wewnątrz siebie. Dla mnie była to też zachęta do cofnięcia się w myślach do własnych wspomnień i być może was też ku temu skłoni. Myślę, że warto, tym bardziej, że z przyjemnością stwierdzam brak cepeliowskiej, harlequinowskiej chały.

Profile photo of Chytek

by Chytek

Claire Wilcox – Vivienne Westwood

27 sierpnia 2013 in Moda

vwDla wielu osób będzie to kolejny album modowy znanej projektantki. Spojrzą, może nawet się zainspirują, może o czymś zamarzą, chwilami zaskoczą i odłożą na półkę. Będzie to dla nich coś, co ma świecić nazwiskiem Vivienne Westwood i cieszyć ich próżność. Będzie jak wiśnia na torcie w świecie zbudowanym z plastiku, tylko, że ta wiśnia jest nieco nadgniła i zeżre plastik od środka.
Vivienne Westwood, żona zmarłego w 2010 roku Malcolma McLarena, cokolwiek by o niej nie mówić – ubrała punk rock. Dosłownie. W swoim butiku „Let It Rock” na 430 King’s Road projektowała ciuchy dla pierwszej fali punkowcow i nowofalowców. Stworzyła tę jakże barwną otoczkę i nadała ruchowi charakteru. Jej butik zmieniał nazwy – zwany był „Sex”, „Too Fast To Live Too Young Too Die”, Seditionaries”, a obecnie nosi nazwę „Worlds End” i wciąż sprzedaje ubrania projektowane przez Vivienne.
Album to przekrój przez jej pracę w świecie mody. Od początków i zetknięcia się z subkulturą punkową, po współczesność. Zauważymy tu, że jej fascynacja collagem, wycinankami i punkową stylistyką są do dziś obecne w formie akcentów jej kreacji. Odkryjemy też jej kolejną wielką inspirację, a mianowicie modę z przełomu XVII i XVIII wieku, czemu daje szczególne ujście projektując suknie balowe, które mogłyby być z powodzeniem noszone chociażby na dworze Ludwika XIV. Vivienne Westwood nie jest kobietą pokorną i karmi się prowokacją czy skandalem, a to, że przekłada się to w jej projektach, pokazach i życiu, to tylko plus, którym robi oko w stronę alternatywy.

01 02 03 04 05 06 07 08 09

Profile photo of Chytek

by Chytek

Or Glory – 21st Century Rockers

22 sierpnia 2013 in Moda, Muzyka, Tatuaże

01Często chcemy zamknąć jakąś historię czy zjawisko w słoiku i postawić na półce. Tak zwyczajnie, żeby otwarte po iluś tam latach okazało się, że zatrzymuje czas czy opowiada zdarzenia z przeszłości. Powszechnie też wiadomo, że takich słoików nie ma, ale człowiek stworzył rzeczy pozwalające uzyskać taki efekt i jedną z nich jest fotografia.
Horst A. Friedrichs jest dosyć znanym fotografem, który współpracował chociażby z New York Times’em, czy opublikował kilka albumów, w tym „I’m One: 21st Century Mods”, którego jak do tej pory nie udało mi się zdobyć. Trafił do mnie natomiast inny album jego autorstwa, a mianowicie „Or Glory 21st Century Rockers”. Fotograficzna historia zjawiska, pasji, kultury i prawdziwego oddania swoim wartościom. Zdjęcia aż kipią od zapachu skóry, tatuaże momentami gryzą w oczy, bo znać, że robione były w jakiejś taniej budzie pachnącej paliwem i zleżałym piwem, czuć ducha rock’n’rolla. Motory, ludzie w różnym wieku, muzyka, zapał – to wszystko na zdjęciach zlewa się w jedno – zapis zjawiska jakim jest ta motorowa pasja zbudowana na fundamencie rockabilly, rock’n’rolla, przyjaźni i piekielnego ognia zamontowanego gdzieś pod oponami.
W albumie uderza między pokoleniowość – znajdziemy tu zarówno młodych ludzi jak i starych dziadków, a co najlepsze – wiek nikomu nie odbiera zaangażowania. To fantastyczny, bardzo spójny album, będący nie tylko reportażem, ale też dojrzałym spojrzeniem na całe zjawisko jakim są rockersi XXI wieku.

02 03 04 05 06 07 08 09 10

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Clash

12 sierpnia 2013 in Muzyka

thecPierwsze co rzuca się w oczy widząc napis The Clash na okładce, to ta gigantyczna porcja różu, będąca niemal jak bomba atomowa próbująca wysadzić w powietrze nasze poczucie estetyki. Dalej jest już tylko lepiej.
Ten album nie jest jakąś gorącą wydawniczą nowością, bo ukazał się w roku 2008, ale jest to jeden z najlepiej wydanych albumów poświęconych muzyce jakie do tej pory miałem okazję zobaczyć, i najlepszy jeśli chodzi o The Clash. Po pewnym czasie nawet róż przestaje gryźć nasz wzrok i daje się polubić, a jeśli nie, to wystarczy zdjąć papier i cieszyć wzrok materiałową czernią twardej okładki. Wewnątrz jest przepięknie – dostajemy chronologiczną historię zespołu, tras i płyt. Liczba zdjęć, plakatów, collage’y, reprodukcji biletów itp. jest ogromna! Prawdziwa uczta pokazująca fenomen kapeli, jej różnorodność i konsekwencję. To petarda rzucona w tłum, wybuchająca zarówno wizualną jak i merytoryczną zawartością – album dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają czegoś więcej niż banał, dla których tekst piosenki nie jest pustym dodatkiem do nijakiego dźwięku, i którzy wciąż wiedzą, że istnieje muzyka niosąca ważny przekaz. Pozycja, którą warto umiejscowić u siebie na półce.

thec0 thec1 thec2 thec3 thec4 thec5 thec6 thec7

Przejdź do paska narzędzi