Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Koniec Punku W Helsinkach".

Profile photo of Chytek

by Chytek

Koniec Punku W Helsinkach

18 września 2013 in Felietony, Wiadomości

kpwhDługo unikałem książek, które przemycały do fabuły punk rock. Kojarzyło mi się to z tanią harlequinowską prozą, a co gorsza ze sponiewieraniem tego co lubię i cenię. Może nawet słowo „sponiewieranie” jest tutaj za słabe – był to oczywisty, brutalny gwałt, popełniony z premedytacją na wszystkich wartościach w jakie wierzę. Wyświechtanie kiczowatych słów w sztandary, które wciąż gdzieś tam z większą lub mniejszą siłą powiewają nad moją głową.
Kiedy jednak ukazał się „Koniec Punku W Helsinkach” coś we mnie drgnęło i postanowiłem przeczytać. Nie wiem czy sprawiła to postać niesamowicie cenionego i już utytułowanego czeskiego pisarza – Jaroslava Rudisia, ale książkę nabyłem, otworzyłem i przeczytałem jednym tchem. Nie wiedziałem, że można tak barwnie opowiedzieć o rzeczach bliskich każdemu z nas, o czymś co wielu z nas przeżyło, przeżywa, lub zna z opowieści.
Historia dzieje się na pograniczu polsko-niemiecko-czeskim, a głównym bohaterem jest Ole, który prowadzi swój bar. Wokół tej postaci, a także całego baru, kręci się grupa przyjaciół i znajomych – mieszkańców dawnych wschodnich Niemiec. Każda postać jest niezwykle starannie zarysowana i wręcz plastyczna. Czuć jej obecność, intencje, emocje. Na dodatek wszystko przeplata się z pamiętnikiem czeskiej nastolatki Nancy, sięgającym lat osiemdziesiątych. To z niego dowiemy się, że tak w Czechosłowacji jak i wschodnich Niemczech, źródłem dobrej muzyki była polska radiowa Trójka.
Ta książka jest po części próbą opowiedzenia o dorastaniu i o buncie jako stałym elemencie tego procesu. O tym jak ten bunt się zmienia i dokąd czasami prowadzi. Jest to też historia o przyjaźni, o ludziach i miejscach, o wszystkim tym co wraz z wiekiem gromadzimy wewnątrz siebie. Dla mnie była to też zachęta do cofnięcia się w myślach do własnych wspomnień i być może was też ku temu skłoni. Myślę, że warto, tym bardziej, że z przyjemnością stwierdzam brak cepeliowskiej, harlequinowskiej chały.

Przejdź do paska narzędzi