Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Kanada".

Profile photo of Chytek

by Chytek

Bishops Green – A Chance To Change

4 kwietnia 2015 in Muzyka

coverFanem nagrań tej ekipy jestem od czasu kiedy to zetknąłem się z ich singlem, a chwilę później z albumem „Pressure”. Te kompozycje wgniatały w ziemię i dawały poczucie, że warto czekać na więcej. To „więcej” właśnie dotarło w moje ręce pod postacią najnowszego albumu Kanadyjczyków – „A Chance To Change”.
Miałem okazję zamienić z nimi kilka słów przy okazji ich koncertu w Polsce. Świetna, pozytywna ekipa, po której widać, że to co robią jest ważną częścią ich życia. Nie jest to tylko sceniczna powłoka, którą zrzuca się po wyjściu z klubu. Nowy album jest bardzo udaną kontynuacją dotychczasowych nagrań – ponownie dostajemy przepełnioną energią płytę, pełną świetnych street punkowych kompozycji. To co ważne, zespół ma swoje specyficzne brzmienie, które staje się coraz bardziej charakterystyczne. Mam tu na myśli brzmienie gitary, które moje ucho doskonale rozpoznaje, w połączeniu z brzmieniem wokalu ciężko to pomylić z czymkolwiek. W świecie „klonowanych” zespołów, które bawią się w udawanie innych, Bishops Green stawia bardzo wyraźny ślad, pokazując, że nie tylko chcą grać, ale że mają pomysł na siebie, na muzykę i brzmienie. Co więcej – udaje im się to zebrać i zbudować z tego doskonałe dźwięki. Każdy kto zetknął się z twórczością tej ekipy z pewnością i tak w ciemno sięgnie po ten album, pozostaje mi zatem zachęcić tych, którzy dotychczas nie mieli jeszcze okazji na poznanie ich dokonań, a z całą pewnością warto.

 

Profile photo of Chytek

by Chytek

Bishops Green – Pressure

20 marca 2014 in Muzyka

AlbumArtPamiętam dosyć istotne muzyczne wydarzenie zeszłego roku, z tych, które zapadają w pamięć i wołają o więcej. Chodzi o singla, który wywołał we mnie spory niedosyt i czekałem całkiem niecierpliwie na więcej dźwięków. Teraz mogę wreszcie cieszyć słuch dużym albumem „Pressure” kanadyjskiego Bishops Green.
Zespół całkiem niedawno odwiedził zresztą nasz kraj i dał solidny koncert w warszawskim klubie Znośna Lekkość Bytu. Co więcej, dane mi było poznać część ekipy i muszę przyznać, że to niesamowicie sympatyczni ludzie. Przede wszystkim czuć, że są częścią tej sceny, nie tworzą bariery pomiędzy sceną a odbiorcą, chcą czuć to co czuje publiczność i to oddawać grając. To niesamowita zaleta, która sprawia, że koncerty wypadają rewelacyjnie. Sam album jest kontynuacją tego co dostaliśmy na singlu – 10 melodyjnych, ale i drapieżnych street punkowych numerów wbijających w ścianę. Czuć tutaj dużą fascynację europejską sceną muzyczną, słychać też bardzo mocno, że zespół jest nasączony dźwiękami, co pozwala im z niesamowitą lekkością komponować kolejne świetne kawałki. Tak na prawdę Bishops Green już zdobył serca wielu słuchaczy, a zdobywanie kolejnych zdaje się przychodzić z dużą łatwością, szczególnie biorąc pod uwagę, że ich muzyka jest naprawdę bardzo dobra. Ten album to blisko 40 minut solidnego grania, a w jednym utworze usłyszymy gościnnie Larsa Frederiksena! A ja sam muszę przyznać, że to kolejny tegoroczny album, który śmiało może pretendować do miana albumu roku. Solidne wydawnictwo, które w całości tworzy świetną, spójną kompozycję.

bishops green2

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Ramshackle Army – Letters From The Road Less Travelled

19 lutego 2014 in Muzyka

CoverDopiero co pisałem o zespole Bodh’aktan pochodzącym z kanadyjskiego miasta Quebec. Jeśli udamy się z niego na południowy zachód, dotrzemy do niemal czterokrotnie większego Montrealu i również tutaj spotkamy kapelę łączącą punk rocka z celtyckimi klimatami – sześcioosobowy The Ramshackle Army.
Stażem grania są porównywalni do swoich kolegów z Bodh’aktan, ale zespoły różnią się muzycznie. O ile Bodh’aktam to moc uderzeniowa i piracka zadziorność, o tyle The Ramshackle Army są „delikatniejsi”, bardziej kalifornijscy i melodyjni. To nie musi się każdemu podobać, sam jestem zdania, że punk rock w tym amerykańskim wydaniu najczęściej sporo traci, ze zbuntowanego szaleńca zamienia się w plastikowego gogusia bojącego się własnego echa. To niczego jednak nie zmienia – płyta „Letters From The Road Less Travelled” jest dobrze zagrana. W swojej stylistyce trzyma bardzo wysoki poziom i wśród zwolenników tego typu grania niewątpliwie zdobędzie uznanie. Zespół pokazuje, że stoi przed nami z silnym zasobem umiejętności muzycznych i pomysłem na granie. Ponadto folkowe wstawki brzmią rewelacyjnie i ciężko nie dać się im porwać. Osobiście nie jestem w stanie ich do końca kupić, nie lubię tego kalifornijskiego zaśpiewu, ale też nie w każdym kawałku to razi i muszę przyznać, że w tej stylistyce którą obrali są zwyczajnie dobrzy.

The+Ramshackle+Army+_MG_1161+1_BW

Profile photo of Chytek

by Chytek

Bodh’aktan – Tant Gu’il Restera Du Rhum

19 lutego 2014 in Muzyka

coverKiedy zbliża się piątkowe popołudnie samoczynnie nasze myśli uciekają gdzieś poza pracę czy obowiązki. Spoglądają w miejsca, których jeszcze przez chwilę nie będziemy mogli dotknąć, ale wiemy, że to tylko kwestia czasu. To w końcu dzień, który jest imprezowym królem. Dzień kiedy z uśmiechem wznosimy kufle i szklanki, a wszelkie troski zostają gdzieś daleko z tyłu.
O ile piątek jest królem imprezowych dni, o tyle połączenie irlandzkich brzmień z punkrockiem jest najdoskonalszym muzycznym tłem do tej zabawy. Szybka, skoczna i niezwykle melodyjna muzyka, przy której każde kolejne piwo płynie z tym samym wesołym błyskiem w oku.
Bodh’aktan pochodzą z Kanady i mimo krótkiego stażu płyta „Tant Gu’il Restera Du Rhum…” nie jest ich debiutem. Na ich trzecim krążku znajduje się trzynaście kompozycji plus dwa bonusowe numery. Wszystko zagrane z prawdziwym kopem, świetnie zaśpiewane po francusku, z doskonałymi chórkami na dokładkę. Ponad to cała folkowa otoczka płyty najzwyczajniej cieszy przez to jak świetnie współgra z szybkim rockowym brzmieniem gitar i perkusji. To wszystko nie znaczy, że nie znajdziemy tu zwolnień – one są, ale nie burzą rytmu albumu, a nawet wręcz przeciwnie – doskonale uzupełniają szybsze momenty. Chciałem jeszcze wrócić do języka w jakim zaśpiewany jest album. Podobne zespoły przyzwyczaiły nas do tego, że króluje w takich kompozycjach język angielski, jednak chłopaki z Bodh’aktan pokazują, że nie tylko on doskonale sprawdza się przy takich dźwiękach. Ten album to świetna pozycja, warta odsłuchiwania nie tylko przy okazji weekendowego szaleństwa. Ostra folkowa przygoda raz bliższa celtyckim klimatom, innym razem uciekająca w pirackie rejony.

6332977472_04933d0a35_b

Profile photo of Chytek

by Chytek

TailGunner – Soundtrack Of Our Lives

8 stycznia 2014 in Muzyka

AlbumArtZ nowym rokiem pojawiło się we mnie sporo energii, mimo że pierwszy dzień roku przeklinałem na czym świat stoi. Głowa do wymiany, uśmiech od ucha do ucha i kilka mocnych postanowień. Był to chyba jedyny dzień, w którym nie towarzyszyły mi żadne dźwięki, bo nawet szmery były sprzymierzone przeciwko mnie. To nic, bo w kolejnych wszystko wróciło do normy, a nawet pojawiły się rzeczy ciekawe.
Jedną z nich jest kanadyjskie TailGunner, sześcioosobowy skład zapatrzony w kapele takie jak Cock Sparrer, Cockney Rejects, Street Dogs czy The Clash. To słychać w ich muzyce i przyznaję, że kawałki mają przebojowe, bardzo melodyjne i szybkie. Gdzieś tak blisko twórczości Cock Sparrera krążą chyba najmocniej i to na wielki plus, bo dzięki temu tworzą na prawdę niezłe numery. Album „Soundtrack Of Our Lives” zawiera ich niestety tylko sześć i jest to chyba jedyny mankament tej płyty, bo po dwudziestu minutach zostajemy z niezaspokojonym głodem na kolejne piosenki. Tak krótki album każe mi jednak wierzyć, że kolejna płyta Kanadyjczyków będzie bardziej upasiona kawałkami, a ta wyszła z racji potężnej chęci obdarzenia świata tymi świetnymi numerami i jak dla mnie jest doskonałym tłem naszej wciąż zbuntowanej codzienności.

tailgunner

Przejdź do paska narzędzi