Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Garage".

Profile photo of Chytek

by Chytek

Bad Cards – Bad Cards

5 września 2015 in Muzyka

frontPraktycznie od zawsze jestem gorącym zwolennikiem wykraczania poza utarte formuły. Nie ma bowiem nic bardziej twórczego niż robienie wyłomu w murach wzniesionych ze ściśle przestrzeganych zasad. To sprawdziło się doskonale chociażby w przypadku The Clash, którzy formułę punk rocka odziali w ska, funk, reaggea i tym samym dotarli do ogromnej szerzy odbiorców, stając się jednym z najważniejszych muzycznych zespołów XX wieku.
Nie bez powodu wspominam o The Clash, ponieważ widzę pewną zbieżność z Bad Cards, z tą różnicą, że w tym wypadku muzyczna podróż odbywa się w drugą stronę. „Bad Cards” daje nam bowiem odpowiedź na pytanie o to co nastąpi w momencie kiedy muzycy The Slackers sięgną po ostrzejsze gitarowe riffy.
Przyznaję, że robi się ciekawie, bo z łatwością można wyczuć tutaj potrzebę rock’n’rollowego grania i to, że w głowach muzyków mieszka wiele wspaniałych utworów z przeszłości, nie tylko tych, którym można przypisać łatkę ska. Płyta z jednej strony brzmi bardzo klasycznie, usadawiając się gdzieś w latach 70-tych (a nawet 60-tych) za sprawą scoverowania takich klasyków jak chociażby Dylan czy Marley, z drugiej jest garażowo – całość tworzy całkiem strawną kompozycję, która jednak (zdaję sobie z tego sprawę) nie zachwyci każdego. Nie mamy tu bowiem do czynienia z jasno zarysowaną formułą muzyczną i poza gitarowymi riffami znajdą się odniesienia do reaggae, jak chociażby  w doskonałym „Cap Fit”, który jako żywo przypomina muzyczne zabawy wspomnianego już The Clash. Przyznaję, że „Bad Cards” uruchomiłem jako ciekawostkę, nie nastawiając się na nic, by sprawdzić dokąd ten projekt zmierza. Odkryłem całkiem niezłe granie, które w dużym stopniu przypomniało mi o klasycznych albumach, z których powinienem zetrzeć kurz i pozwolić im znowu wybrzmieć. Co więcej, zauważyłem, że jest w muzykach The Slackers spora potrzeba sięgania po kompozycje, które miały na nich wpływ w ich muzycznej edukacji, a także chęć tworzenia w takim właśnie stylu. Trochę jakby siedziała w nich pokaźnych rozmiarów nostalgia za początkami muzycznych fascynacji, tak silna, że muszą ją uzewnętrznić nie tylko pod postacią pojedynczego utworu, ale całego albumu.
Nie bez znaczenia jest tutaj ogromne doświadczenie instrumentalne, dzięki któremu nie sposób zarzucić temu projektowi jakichkolwiek słabych momentów, a kompozycje tworzą spójną całość, która wciąga słuchacza w prawdziwą, muzyczną wyprawę do przeszłości – wyprawę z której nie chce się wracać.

Przejdź do paska narzędzi