Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Francja".

Profile photo of Chytek

by Chytek

Charge 69 – Much More Than Music Vol. 1

31 maja 2015 in Muzyka

coverCałą muzyczną scenę francuską darzyłem niegdyś niezwykle silnym uczuciem, które przetrwało po dziś dzień, w tylko nieco zmniejszonej dawce. Nic zatem zaskakującego w tym, że kiedy pojawia się coś nowego z tego kraju od razu wyciągam swoje ręce w stronę albumu, a jeśli są to jeszcze nagrania zespołu, który zawsze ceniłem, radość i ciekawość malują się na twarzy.
Charge 69 miałem okazję zobaczyć na żywo po raz pierwszy w 2000 roku, w nieistniejącym już klubie Miasto Krakoff. Było to już po tym jak z wypiekami na twarzy zasłuchiwałem się w „Apparence Jugee”, jeszcze z kasety. Wtedy też w naszym kraju zapanowała spora moda na Francuzów, i sala koncertowa w roku dwutysięcznym była całkiem nieźle zapełniona. Do dziś wspominam ten koncert z sentymentem, a każdy kolejny album kapeli lądował w moich zbiorach. Teraz w ręce wpadł krążek „Much More Than Music Vol.1” i obudził dawne sentymenty. Przyznać trzeba, że kapela jest obecna na muzycznej scenie całkiem długo, i przez ten czas zdążyła stworzyć sporo kompozycji. Nowy album to swego rodzaju podsumowanie działalności, które ubrane zostało tym razem w anglojęzyczne słowa. Innymi słowy usłyszymy znane kompozycje, ale dla odmiany język Balzaca zastąpił tu angielski. Zabieg ten sprawił, że kawałki dostały nowego życia i słucha się ich jak zupełnie nowe kompozycje. Brzmienie piosenek potwierdza, że Charge 69 to zespół o cholernie mocnej zdolności do tworzenia kapitalnych numerów i w tym wydaniu brzmią one równie przebojowo jak wcześniej. Na krążku znalazło się dziesięć kompozycji, pozostawiających niedosyt, ale „Vol. 1” zawarte w tytule pozostawia nadzieję, że pojawi się kontynuacja. Warto zauważyć, że do każdego kawałka zaproszono gości, będących weteranami sceny muzycznej. Będziemy mieć okazję usłyszeć osoby związane z takimi zespołami jak The Adverts, The Boys, Vice Squad, GBH, The Outcasts, Die Toten Hosen, UK Subs, Agnostic Front, The Business, The Lurkers i 999. Przyznaję, że płyta ta jest doskonałym sposobem podsumowania działalności zespołu, a jednocześnie sposobem na dotarcie do kolejnych pokoleń punk rockowców, którzy nie mieli jeszcze okazji się z tą kapelą zapoznać. Są tacy? 😉 Jest też najzwyczajniej świetnym albumem, którego słucha się z ogromną przyjemnością.

Profile photo of Chytek

by Chytek

Lion’s Law – Open Your Eyes

16 lutego 2015 in Muzyka

coverZdaje się, że ten zespół skazany jest na sukces, a wszystko za sprawą talentu do komponowania niezwykłych hitów, których słucha się z niebywałą przyjemnością i bez przerwy ma się ochotę na jeszcze więcej. Zdecydowanie trafiają w mój gust i z radością powitałem kolejny album francuzów.
Album jest przebojowy od samego początku i potwierdza klasę zespołu, a także to, że nie zatrzymują się w miejscu i pędzą do przodu. To szybki, niesamowicie melodyjny oi ze świetnie brzmiącymi wokalami, który z całą pewnością porwie każdego z was. Jego jedynym minusem jest fakt, że całość to zaledwie siedem kawałków plus intro, co przekłada się na lekko ponad 23 minuty nagrań. Słuchając tych kawałków mam nadzieję, że ponownie zobaczę ich na żywo, bo w tym momencie jest to jedna z najczęściej odsłuchiwanych przeze mnie francuskich kapel. Poza wspomnianym czasem trwania nagrań ciężko mi wskazać słabą stronę albumu, którego w całości dobrze się słucha. To zwyczajnie spójna kompozycja, która niejednokrotnie pojawi się w moich głośnikach i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że ten album warto znać. Tym bardziej, że jestem przekonany o tym jak mocno jeszcze ta kapela odciśnie swój ślad na punkowej scenie muzycznej.

 

Incoming search terms:

  • lions law
Profile photo of Chytek

by Chytek

The Moorings – La Cigale Unplugged

9 marca 2014 in Muzyka

CoverRzadko zdarza się żeby młoda stażem kapela, grająca na co dzień bardzo energetyczną mieszankę punk rocka i celtyckich, folkowych dźwięków, nagrywała płytę „koncertową”, w dodatku bez prądu. A jednak zdarza się, i może się to okazać prawdziwym zaskoczeniem – ale raczej nie dlatego, że okazuje się to świetnym pomysłem (bo to oczywiste że tą świetnością może się stać), ale właśnie dlatego, że w swojej dyskografii mają tylko jedną dużą płytę i jednego singla.
The Moorings pochodzą z Francji, a nagrania tego albumu dokonali grając w pięknych wnętrzach paryskiego La Cigale, dzieląc scenę wraz z The Dubliners. To co uderza praktycznie od razu to doskonała sprawność muzyków – kawałki pod względem technicznym brzmią rewelacyjnie i z pewnością nie skłamię jeśli napiszę, że brzmią nadspodziewanie dobrze jak na zespół z tak krótką dyskografią. Jeśli chodzi o same kawałki, całość trwa niespełna pół godziny i są to autorskie kompozycje zespołu, zagrane bez prądu, i o dziwo zupełnie na tym nie tracą. Usłyszymy też cover „The Wild Rover”, ale czy to we własnych czy cudzych utworach, słychać tu radość z grania, a wszystko jakby naturalnie staje się ścieżką dźwiękową nie tylko dla weekendowych podróży knajpianych, ale doskonale sprawdza się w każdym momencie. Ten album jest wartą polecenia pozycją, dzięki której będziemy mogli zderzyć dwa sposoby ekspresji, polecam bowiem przywołać utwory The Moorings w ich szybszej, bardziej zadziornej stylistyce i zestawić z ich odpowiednikami znajdującymi się na tej płycie. Dojdziemy do wniosku, że zespół w obu wersjach wypada świetnie. Ważne też, że jakość nagrania tego koncertu jest nieskazitelna, a co za tym idzie, całości słucha się z nieskrywaną radością.

moorings

Profile photo of Chytek

by Chytek

2dTension – Faites Du Bruit

20 stycznia 2014 in Muzyka

coverO tym, że ze szczególnym rodzajem zainteresowania przyglądam się francuskiej scenie muzycznej już pisałem i nic się w tej kwestii nie zmienia. Wciąż uważam, że to jedna z ciekawszych europejskich scen muzycznych i sporo dobrego się tam dzieje. Pojawia się nowy oddech w postaci dobrych młodych kapel, ale zdarza się, że starsi świetnie o sobie przypominają.
2dTension historią grania sięga roku 1997, ale ciężko jest mi ich zlokalizować w muzycznych kręgach – kojarzę ich jeden album z roku 2006, i (choć mogę być w błędzie) podejrzewam, że to jedyna duża płyta jaką nagrali. Oczywiście są obecni na licznych składankach i aktywnie koncertują, ale przekładając to na albumy – kapela widmo. Wspominany album „Punch Not Dead” był melodyjny, punkowy i do bólu francuski – niezły, ale bez czegoś co wyróżniałoby go w szeregu innych kapel. I oto w moje ręce trafia mały singiel kapeli „Faites Du Bruit”. Solidnie zagrany tytułowy kawałek, pełen energii, melodii, bardzo punkowy w tym pozytywnym znaczeniu. Widać, że kapela doświadczenie przekuła w dźwięk, ale singiel to mało. Tym bardziej, że po tym niezłym numerze zostaje niesmak – w końcu zostajemy z tym niewielkim materiałem a chcielibyśmy znacznie więcej. W bonusie dostajemy jeszcze numer „FesseNein”. Po alko-weekendzie głowa przestała pracować i musiałem posiłkować się pomocą, żeby przypomnieć sobie, że muzyka pochodzi rzecz jasna z kawałka „99 Luftballons” niemieckiej wokalistki Neny, nagranego później w wersji angielskiej jako „99 Red Balloons”. Francuzi w swojej wersji protestują przeciwko elektrowni jądrowej Fessenheim. I to w zasadzie tyle. Singiel miły dla ucha, ale chce się więcej i może to czas by zespół przelał swoje kompozycje na płytę, bo „Faites Du Bruit” sprawia, że chce się więcej.

 

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Branlarians – The 1st And Maybe The Only!

6 stycznia 2014 in Muzyka

BRANLARIANSThe-First-And-Maybe-The-Only2013Coraz częściej obija się o moje uszy wiadomość o tym, że zima może w tym roku zwyczajnie nie nadejść. Nie narzekam, nie jestem miłośnikiem mrozów i wszechobecnego śniegu. Gdyby jednak okazało się to informacją wyssaną z palca, zostanie rozgrzewać się dźwiękiem, bo muzyka bywa nośnikiem najgorętszych emocji.
Kiedy myślę o rozgrzewaniu się z pomocą różnych melodii, wzrok mimowolnie kieruje się w stronę jamajskich rytmów i być może nie ma w tym żadnego przypadku, że właśnie teraz dotarł do mnie krążek francuskiego The Branlarians. Ten siedmioosobowy skład przeniesie was nie tylko w cieplejsze rejony świata, ale pozwoli wam odbyć podróż w przeszłość, bo pełnymi garściami czerpią z korzeni wczesnego reggae, ska, rocksteady czy w końcu skinhead reggae. Płyta będzie prowadzić nas intuicyjnie, po kolei – raz wolniej, by po chwili przyspieszyć i znów zwolnić w celu uspokojenia naszych tanecznych pląsów. Raz będziemy słyszeć wokale, innym razem znów wybierzemy się w krainę dźwięków wyposażeni jedynie w melodię, a nawet posłuchamy trochę surfowego kawałka „Dirty Western”. Na płycie nie zabrakło też gości, których posłuchamy w trzech kawałkach „Wanty & Getty”, „One Shot”, „Interlude”. Płyta jest debiutem tego składu i mam nadzieję, że jej tytuł nie okaże się złą wróżbą, bo z niecierpliwością czekam na kolejne kompozycje chłopaków.

 

Profile photo of Chytek

by Chytek

Brixton Cats – Quartier Maudit

15 grudnia 2013 in Muzyka

brixtoncatsquartiermaudit2014Kiedyś niemal fanatycznie uwielbiałem słuchać kapel z Francji, to był okres, że każdego dnia z głośników wybrzmiewało kilka płyt z tamtych rejonów. Do dziś zresztą uważam, że scena tego kraju jest niesamowicie interesująca i obfituje w wiele dobrych i ciekawych projektów. Tym bardziej cieszy mi się buzia kiedy trafia w moje ręce jakiś nowy album stamtąd, jeśli dodatkowo z dziewczyną na wokalu, to już zainteresowanie jest całkowite.
Tym razem jest to nowa płyta Brixton Cats „Quartier Maudit” i tak na prawdę ten kto nie zna tej kapeli powinien jak najszybciej nadrobić zaległości. Zespół istnieje od 2002 roku, ale tak naprawdę wydali dopiero drugi album. Słuchając go można mieć żal, że tych płyt na koncie jest tak mało, bo to na prawdę świetne granie. Prawdziwy, żywiołowy punk rock, momentami bardzo street punkowo brzmiący, melodyjny ale bardzo zadziorny, drapieżny. Żeński wokal wcale nie sprawia, że jest bardziej subtelnie, delikatnie – wręcz przeciwnie, brzmi tak jak na dobre, ostre dźwięki przystało. Numery zagrane są z bardzo dużą techniczną sprawnością i to procentuje obrazem całości – świetnym albumem. U mnie zdecydowanie trafia do tych, których obecnie słucham na okrągło.Nie udało mi się niestety znaleźć w internecie nagrań z nowego albumu, więc dołączam coś ze starej płyty, przy czym drugi numer „Choisir Sa Vie” znalazł się na nowym krążku w odświeżonej wersji.

brixton cats

Profile photo of Chytek

by Chytek

Lion’s Law – A Day Will Come

3 grudnia 2013 in Muzyka

lion'slawface2013Jest tak, że dźwięki które mieliśmy okazję słyszeć na żywo są nam bliższe, bo zyskują jakiś taki osobisty charakter, stają się wspomnieniem pewnych wydarzeń. Im więcej żywego grania, tym bardziej budujemy w sobie bibliotekę koncertowych wspomnień, a ta z kolei rozwija naszą gamę postrzegania muzyki. Innymi słowy oby w naszym życiu tych żywych dźwięków było jak najwięcej.
Jakiś czas temu pisałem o grupie Maraboots z Fracji, kapela składa się częściowo z ekipy Lion’s Law, który gościł w Polsce przy okazji festiwalu Summer Riot. Różnica polega na tym, że Maraboots śpiewa po francusku a Lion’s Law po angielsku i nie korzystają z saksofonu. Ci którzy nie byli na festiwalu lub nie zetknęli się jeszcze z muzyką Lion’s Law mają teraz ku temu doskonałą okazję – chłopaki wypuścili właśnie pełnoprawną dużą płytę „A Day Will Come”. Dwanaście oiowych kompozycji pełnych energii i melodyjności wróży nam nową petardę na scenie. O ile wcześniejszy singiel zespołu „Watch’em Die” był zapowiedzią czegoś dobrego a ich koncert wróżbą niezłego grania, o tyle płyta w tym utwierdza. To kawałki, które chce się śpiewać i przy których zabawa jest nieunikniona. Na dodatek w dwóch kawałkach usłyszymy gościnnie zaprzyjaźnione zespoły. „For My Clan” nagrany wspólnie ze Stomper 98 oraz „1789” z Komintern Sect. Ten album, uczciwie mówiąc, cieszyć będzie każdego kto zdecyduje się rozbudować o niego swoją domową płytotekę.

lions law

Profile photo of Chytek

by Chytek

Maraboots – Dans La Nuit

8 września 2013 in Muzyka

maraboots danslanuit2013Niedawno gościliśmy w Polsce młodą francuską ekipę Lion’s Law, która wydała w tym roku bardzo udany, debiutancki krążek „Watch’em Die”. Zarówno ich płyta, jak i koncert na żywo pozwalają mi przypuszczać, że jeszcze o nich niejednokrotnie usłyszymy. Co więcej, część chłopaków zamieszana jest w inny muzyczny projekt – Maraboots i pod tym szyldem ukazał się króciutki, ponad dwudziestominutowy materiał „Dans La Nuit”. O ile w Lion’s Law Wattie śpiewa po angielsku, tutaj mamy okazję posłuchać go w wersji francuskojęzycznej.
Od powstania w 2009 roku opublikowali dwie demówki – „PPD Halles” i „Maraboots”, a teraz wydają coś „większego”. Myślę, że z powodzeniem zdobyli moje serce. Po pierwsze od dawna mam sentyment do francuskiej sceny muzycznej, a po drugie uwielbiam kiedy kapela dodaje do instrumentarium saksofon. Tu brzmi on bardzo naturalnie, jest częścią tej muzyki, nie razi, nie sprawia wrażenia ekstrawaganckiego dodatku, mającego za wszelką cenę wyróżnić kapelę na tle innych zespołów. Melodyjny, fajny oi, wzbogacony o wspomniany dęciak brzmi świetnie i pozostaje mi cierpliwie czekać na dłuższy materiał chłopaków.

Zespół udostępnił ten krótki album do pobrania w sieci za darmo.

Przejdź do paska narzędzi