Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Folk".

Profile photo of Chytek

by Chytek

Cheers! – Drink’n’Fight

6 listopada 2014 in Muzyka

coverNie lubię się powtarzać, ale i tak robię to często, więc tym razem też sobie na to pozwolę – cholernie zazdroszczę naszym sąsiadom z Czech. Będąc na Mighty Sounds mogłem zobaczyć jak dobrą robią robotę promując swoje kapele, które z powodzeniem mogą grać bez wstydu za granicą. Zdają sobie sprawę, że umiejętność obsługi instrumentów to tylko jeden z czynników, mniej grają po czesku, więcej po angielsku i dzięki temu powoli otwierają się przed nimi sceny wielu krajów. Jest w tej grupie między innymi Pipes & Pints, Queens Of Everything czy całkiem świeży Boy. Jest też Cheers! celtic-punkowa petarda. Zwłaszcza po koncercie tych ostatnich mam niedosyt, bo bawiłem się doskonale i z tego co obserwuję kapela robi duże kroki do przodu. Udowadniają to maleńkim singlem „Drink’n’Fight”, który przynosi dwa utwory – „Frank’s Fairytale” i „Guards Of Poor” – oba dobre, ale ten drugi mocniej do mnie trafił. Gwarantuję, że miłośnicy takich klimatów nie będą zawiedzeni, bo jest tutaj wszystko czego potrzeba – jest energia, jest melodyjność, a na dodatek folkowe korzenie słychać bardzo wyraźnie. Co więcej, w żadnym wypadku nie brzmią „czesko”, z powodzeniem można sądzić, że to rdzenni mieszkańcy Wysp. Oczywiście jak każdy dobry singiel, również i ten kończy się zbyt szybko, zostawia jednak obietnicę – kolejne numery na płycie, na którą ja już ostrzę sobie zęby.

Profile photo of Chytek

by Chytek

Uncle Bard & The Dirty Bastards – Get The Folk Out

3 lipca 2014 in Muzyka

coverKocham w wolnej chwili zasiąść z zimnym piwem w dłoni i dobrą muzyką w uszach. Całkowity relaks i oderwanie od szarej rzeczywistości. To chwile, które w magiczny sposób napełniają moje baterie i dają siłę do kolejnych starć z realiami codzienności.
Najczęściej sięgam wtedy po znane i lubiane albumy, te, których działanie na moją osobę znam doskonale. Czasami jednak daję szansę płycie, która budzi moje zaciekawienie. W tym miejscu muszę podziękować przypadkowi, który sprawił, że pewnego wieczoru zdarzyło mi się sięgnąć po album „Get The Folk Out” Uncle Bard & The Dirty Bastards.
Nie wiedząc nic o nich i słuchając płyty, byłem przekonany, że są mocno zakorzenieni w Irlandii. Jakże wielkie zdziwienie zrobił na mnie fakt, że pochodzą z Włoch. Tak czy inaczej do teraz uważam, że muzycznie są bardziej irlandzcy niż wielu rdzennych mieszkańców zielonej wyspy.
Płyta „Get The Folk Out” aż kipi od brzmień jakie bliskie są wszystkim kochającym celtic punkowe klimaty. Na dodatek to folkowe instrumentarium jest tutaj obecne bez żadnej przerwy i zdaje się, że to ono odgrywa najważniejszą rolę. Nie jest tłem, czy osłoną elektrycznych gitar, bo to ostre rockowe riffy uzupełniają melodie, tym samym sprawiając że folkowość tego albumu jest jednocześnie jego kwintesencją.
Płyta przyspiesza, zwalnia, znów przyspiesza, ale w każdym momencie cieszy uszy. Jest spójna i przemyślana. Dostajemy aż 15 kawałków, które pozwolą cieszyć słuch przez blisko godzinę. Większość kawałków to autorskie kompozycje zespołu, ale zdarza się też zabawa znanymi utworami jak w klasyku Johnnego Casha „Ring Of Fire”.
Albumem „Get The Folk Out” chłopaki zdobyli moje uznanie i przykuli uwagę. Sądzę nawet, że oto narodziła się nowa, wielka gwiazda celtic punkowej sceny muzycznej. Przekonany, że usłyszymy o nich jeszcze wielokrotnie pozwolę sobie po raz kolejny nacieszyć uszy tą doskonałą płytą.

 

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Black Tartan Clan – Scotland In Our Hearts

5 maja 2014 in Muzyka

coverBelgia od zawsze budzi we mnie pierwsze skojarzenie z dobrym, wręcz mistrzowskim, piwem. Nie ma co ukrywać, jest to jedno z ich narodowych dóbr, tak chętnie wlewane przez smakoszy z całego świata, i kto wie, może był to jeden z powodów osiedlenia się tam Grzegorza Rosińskiego 😉 Poza warzeniem piwa mają jednak również talenty muzyczne, a z nich zrodził się między innymi The Black Tartan Clan.
Grupa powstała w roku 2008 by raczyć nas dźwiękami punk rocka mocno zmieszanego z celtyckim folkiem. „Scotland In Our Hearts” to ich trzeci studyjny album i od pierwszych dźwięków czuć folkowego ducha, ale znać jednocześnie, że będzie on obecny z mocno zaostrzonymi pazurami. Nawet w tych wolniejszych momentach punkowa energia nie do końca się wycisza, co sprawia że album jest mocno naładowany energią i nie zostawia miejsca na rozleniwienie. Nie wiem czy to spuścizna po majowym długim weekendzie czy jakaś moc sprawcza płyty, ale wywołuje sporą chęć by sięgnąć po szklankę whiskey lub zwyczajnie – kufel zimnego piwa. Nie chcę oczywiście by zabrzmiało, że album ten nadaje się jedynie jako podkład do picia, to nie tak. Jasne, że dobrze przy nim co nieco w siebie wlać, ale nic to nie zmienia – i bez tego jest to świetny krążek, popis talentu, doskonałych melodii i punkowej energii. Na celtyckiej mapie muzycznej to kolejny, bardzo mocny punkt, a odnoszę wrażenie, że chłopaki jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa i kolejne albumy nas w tym utwierdzą.

tbt

Profile photo of Chytek

by Chytek

Ferocious Dog – Ferocious Dog

17 kwietnia 2014 in Muzyka

Ferocious Dog frontSą zespoły grające od długiego czasu i zwyczajnie nie trafiające do większego grona odbiorców. Dzieje się tak z różnych powodów – jedni zwyczajnie nie potrafią grać, inni nie mają szczęścia, nie odnajdują się w gąszczu muzycznej sceny, a na jeszcze innych ciężko znaleźć odpowiedź.
Ferocious Dog istnieją od późnych lat osiemdziesiątych i długo nie mogli wyjść poza zwykłe granie, sam też usłyszałem o nich nie tak dawno. Korzystając z okazji, że ukazał się ich niemal pierwszy duży album, postanowiłem przyjrzeć się mu bliżej. To co słychać od razu, to zamiłowanie do klasyki jak The Pogues czy The Levellers (z tymi drugimi zdarzyło im się zresztą dzielić scenę). Dzięki temu album nie jest zdominowany przez instrumenty elektroniczne i daje dojść do głosu bardziej folkowemu instrumentarium.
Zespół ma na swoim koncie kilka singli i celowo napisałem, że jest to ich niemal pierwsza duża płyta, ponieważ w 2012 roku ukazał się album z ośmioma numerami. Ten, który trafia do nas obecnie jest jakby jego przedłużeniem, znajdują się na nim bowiem wszystkie kompozycje z tamtej płyty, plus kolejne, co daje łącznie czternaście utworów.
Ci, którzy spodziewają się mocnego punkowego uderzenia, wzorem The Dreadnoughts czy chociażby The Real McKenzies, zawiodą się. Ferocious Dog postawili na spokojniejsze granie, ale nasycone bardzo mocno folkowym duchem. Dzięki temu fani wspomnianego The Pogues powinni czuć się jak u siebie i nie powinni czuć się zawiedzeni. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma tu energii i mocniejszych momentów. Są, ale są jakby dodatkiem do całości. Album jest dobry, w sprawności technicznej czuć wieloletni kontakt z instrumentami, wokal nie odrzuca w żaden sposób, a wszystkich kompozycji słucha się bardzo przyjemnie. Życzę chłopakom, żeby tym właśnie albumem zaznaczyli bardzo mocno swoją obecność na muzycznej scenie.

Dark-Light Photography

Profile photo of Chytek

by Chytek

13Krauss – Seguir En Pie

20 marca 2014 in Muzyka

coverW Saragossie znaleźć można rzeczy najróżniejsze od rękopisów poczynając. Te jednak nas nie interesują, poszukiwania zatem trzeba kontynuować, a wówczas okaże się, że miasto to może przestać kojarzyć się jedynie z powieścią Potockiego. Znaleźć tu można bowiem fantastyczny zespół – 13Krauss. Ten młody stażem projekt planował grać po prostu punk rocka. Nie wyszło. I dobrze.
Moje stwierdzenie nie ma żadnych negatywnych podtekstów, wręcz przeciwnie. Plany bycia kolejnym punkowym zespołem zmieniły się pod wpływem irlandzkich, folkowych dźwięków ubranych w ostre gitarowe riffy, i to właśnie tą drogę obrali. Dobra decyzja. Co więcej, odważyli się śpiewać po hiszpańsku nadając tym samym świeżości i swego rodzaju egzotyki komponowanym przez siebie utworom. To kolejny, moim zdaniem, świetny krok. Oczywiście na płycie usłyszymy ich również w angielskiej wersji, ale jednak w zdecydowanej większości śpiewają w rodzimym języku i chwała im za to. Jak się zapewne domyślacie, ich muzyka inspirowana jest dokonaniami chociażby takich wykonawców jak Real McKenzies czy Mahones. Kawałki są szybkie i przebojowe, album zwalnia dopiero tuż przed końcem za sprawą utworu „Camino A Seguir”, ale już po chwili przyspiesza. Jego wadą może być to, że tak niespodziewanie kończy się po dwudziestu pięciu minutach, a przecież chciałoby się więcej. Tymczasem z tym przyjdzie poczekać do kolejnego albumu, którego już z ciekawością wypatruję.

13

Profile photo of Chytek

by Chytek

VA – Irish Pub Songs

13 marca 2014 in Muzyka

FolderChyba nie trzeba nikomu przedstawiać tak ważnego święta jak Dzień Świętego Patryka, ponieważ ta irlandzka tradycja bardzo mocno zakorzeniła się na naszym gruncie, dając miły powiew radości w kraju zbudowanym na „smutnych” świętach. Bardzo chętnie łapiemy za kufle i wlewamy w siebie złocisty płyn. Prawdziwa tradycja nakazuje jednak wychylić przede wszystkim Dzban Patryka – wypełnioną po brzegi szklankę whiskey. Jako, że w tym roku święto wypada w najbliższy poniedziałek, to właśnie ten weekend stanie się czasem alkoholowej radości.
Jeśli chodzi o składanki mam za każdym razem mieszane uczucia. Nie wiem czy jest to wynikiem tego, że uwielbiam sam dobierać sobie muzykę, czy też może zbyt wiele razy zawiodła mnie cudza selekcja, ale fakt pozostaje – podchodzę do tego typu albumów ze sporym dystansem. Z tym milszym zaskoczeniem słuchałem kolejnych numerów składanki „Irish Pub Songs”. Ta, całkiem jeszcze świeża płyta, ukazała się by uczcić nadciągające właśnie irlandzkie święto i jest jednocześnie bardzo fajnym przeglądem tego co dzieje się obecnie na folk-punkowej scenie muzycznej.  
Całość zawiera 23 numery, wykonane przez tyle samo zespołów i trwa sporo ponad godzinę. Z przyjemnością zauważam, że znalazły się tu kapele, które nie tylko są bardzo aktywne, ale które, w sporej części, wydały nie tak dawno przynajmniej singla. To pokazuje jak bardzo aktywne jest to środowisko, jednocześnie album miesza weteranów z np. Fiddler’s Green i kapele będące na początku swojej muzycznej drogi. Mimo tego połączenia nie odnosi się wrażenia rażących różnic między zespołami. Całość jest tym czym być miała – doskonałą folk-punkową petardą, którą warto odpalić w dzień św. Patryka i zatopić się w wesołym celebrowaniu święta.
Nie twierdzę jednocześnie, że składanka ta zmieni mój sposób patrzenia na tego typu wydawnictwa, ale niewątpliwie tej nie odmówię miejsca w moim odtwarzaczu, do czego (wznosząc szklankę z bursztynową zawartością) i was zachęcam 😉

)

)

)

)

)

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Moorings – La Cigale Unplugged

9 marca 2014 in Muzyka

CoverRzadko zdarza się żeby młoda stażem kapela, grająca na co dzień bardzo energetyczną mieszankę punk rocka i celtyckich, folkowych dźwięków, nagrywała płytę „koncertową”, w dodatku bez prądu. A jednak zdarza się, i może się to okazać prawdziwym zaskoczeniem – ale raczej nie dlatego, że okazuje się to świetnym pomysłem (bo to oczywiste że tą świetnością może się stać), ale właśnie dlatego, że w swojej dyskografii mają tylko jedną dużą płytę i jednego singla.
The Moorings pochodzą z Francji, a nagrania tego albumu dokonali grając w pięknych wnętrzach paryskiego La Cigale, dzieląc scenę wraz z The Dubliners. To co uderza praktycznie od razu to doskonała sprawność muzyków – kawałki pod względem technicznym brzmią rewelacyjnie i z pewnością nie skłamię jeśli napiszę, że brzmią nadspodziewanie dobrze jak na zespół z tak krótką dyskografią. Jeśli chodzi o same kawałki, całość trwa niespełna pół godziny i są to autorskie kompozycje zespołu, zagrane bez prądu, i o dziwo zupełnie na tym nie tracą. Usłyszymy też cover „The Wild Rover”, ale czy to we własnych czy cudzych utworach, słychać tu radość z grania, a wszystko jakby naturalnie staje się ścieżką dźwiękową nie tylko dla weekendowych podróży knajpianych, ale doskonale sprawdza się w każdym momencie. Ten album jest wartą polecenia pozycją, dzięki której będziemy mogli zderzyć dwa sposoby ekspresji, polecam bowiem przywołać utwory The Moorings w ich szybszej, bardziej zadziornej stylistyce i zestawić z ich odpowiednikami znajdującymi się na tej płycie. Dojdziemy do wniosku, że zespół w obu wersjach wypada świetnie. Ważne też, że jakość nagrania tego koncertu jest nieskazitelna, a co za tym idzie, całości słucha się z nieskrywaną radością.

moorings

Profile photo of Chytek

by Chytek

Celkilt – Everyday’s St. Patrick’s Day!

5 grudnia 2013 in Muzyka

CoverGdybym uległ sugestii tytułu płyty i codziennie celebrował dzień św. Patryka, zapewne w dosyć bliskim czasie skończyłbym na alkoholowym odwyku i świętowanie miałoby swój smutny koniec. To jednak prawda, że tytułowy numer ma zdolność przekonywania, a na pewno dołączy do tych kawałków, które w tym dniu odpalam delektując się dobrym, zimnym piwem.
Zespół pochodzi z Francji i wziął udział w tamtejszej edycji programu „Mam Talent”. Łączą celtycki folk z punk rockiem i robią to bardzo profesjonalnie. Momentami więcej tu ostrego grania, ale w zdecydowanej większości nacisk położony jest na folkowe dźwięki. Co więcej, usłyszymy zabawy znanymi standardami muzycznymi („Hungarian Kilt Dance N 5”) a nawet bardziej balladowe granie. Innymi słowy płyta jest dosyć różnorodna i odnoszę wrażenie, że zespół szuka swojej drogi. Jeśli chodzi o stronę folkową, nie mam się do czego przyczepić, widać tutaj nie tylko instrumentalną sprawność, ale czuć zdecydowanie fascynację tymi dźwiękami. W ostrzejszych momentach jest już różnie – czasami naprawdę dobrze, ale są chwile, że brzmi to zbyt popowo czy zwyczajnie ma posmaki „kaliforni” jak w „The Goodbye Song”. Jest kilka świetnych momentów jak np tytułowe „Everyday’s St Patrick’s Day”, i te dobre naprawdę mnie ruszają, ale całościowo nie jestem się jeszcze w stanie zachwycić albumem, choć jest w nim spory potencjał.

celkilt

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Sensitives – Boredom Fighters

22 listopada 2013 in Muzyka

CoverSpojrzałem na jakieś dziwaczne statystyki żeby dowiedzieć się z czym kojarzy nam się Szwecja. Otóż dla wielu to wieczna zima i idące za tym trudne warunki do życia, dla jeszcze innych piękno natury, Ikea, wikingowie, hokej, potop szwedzki i zespół ABBA. Niewątpliwie Perkele, ale uwaga – dla mnie teraz na pewno również The Sensitives.
Ten trzyosobowy skład, kiedy włączyłem album „Boredom Fighters”, skojarzył mi się z zespołem Deadline. Po części słusznie, bo momentami brzmienie jest znajome i tu również pani stoi za mikrofonem (dzielnie dzierżąc dodatkowo basową gitarę). Muzyczne fascynacje zapewne też umiejscowione są bardzo podobnie. Jednak The Sensitives wykraczają mocno poza ramy punk rocka. Ich muzyka zaprawiona jest sporą dawką naleciałości zapożyczonych ze ska czy sceny folkowej. Zbierając to w całość dostajemy przyjemną, melodyjną porcję nie zawsze ostrej folk-punkowej strawy. Dałem się porwać i przyznaję, że albumu dobrze się słucha, w końcu nie od dziś wiadomo, że rock’n’rollowe dźwięki bardzo się lubią z takimi mieszankami. Trzymam kciuki za kolejne albumy, bo właśnie dopisałem ich do listy kapel, których poczynania dokładnie obserwuję.

The-Sensitives-1

Przejdź do paska narzędzi