Alternative life – muzyka, ciuchy i tatuaże

Przeglądasz archiwa podpisane " Folk Punk".

Profile photo of Chytek

by Chytek

The South Shore Ramblers – Open Room Sessions

26 maja 2015 in Muzyka

coverNie da się przewidzieć dźwięków, które wytoczą się z głośników jeśli w odtwarzaczu jest właśnie album zespołu, którego nie słyszeliśmy nigdy wcześniej. Byłoby to trochę jak wróżenie z fusów i nie prowadziło do żadnego celu. Zdecydowanie lepiej przekonać się na własnych uszach, bo można znaleźć coś fajnego.
Nie słyszałem wcześniej o ekipie The South Shore Ramblers, a mają już na koncie mały album z sześcioma utworami wydany w 2014 roku własnym sumptem i można go odsłuchać na bandcampie zespołu (do czego zachęcam). Ekipa pochodzi z Johannesburga, największego miasta w RPA, i postanowiła wrzucić swoje trzy grosze do kotła z napisem „celtic punk”. Poza wspomnianym albumem dostępnym do odsłuchania w internecie, zespół wydał w tym roku maleńki albumik „Open Room Sessions” z zaledwie trzema utworami. Pewne jest to, że chłopaki mocno wsłuchiwali się w zespoły pokroju Dropkick Murphy’s i to słychać w ich muzyce. Kolejną pewną rzeczą jest to, że dobrze się tego słucha i ma się apetyt na więcej. Jest folkowo, ale ten folk jest doskonale wyważony, pierwsze uderzenie to jednak punk rock i ta energia i moc są tu obecne na pierwszym planie. W kawałkach czuć przebojowość, która sprawia, że chętnie się do nich wraca, a cała płyta niesie swego rodzaju obietnicę, że jest na co czekać i że duży album może się okazać całkiem ciekawym wydarzeniem. Tym bardziej, że utwory udowadniają iż chłopaki wiedzą do czego i jak używać instrumentów.

Profile photo of Chytek

by Chytek

Cheers! – Drink’n’Fight

6 listopada 2014 in Muzyka

coverNie lubię się powtarzać, ale i tak robię to często, więc tym razem też sobie na to pozwolę – cholernie zazdroszczę naszym sąsiadom z Czech. Będąc na Mighty Sounds mogłem zobaczyć jak dobrą robią robotę promując swoje kapele, które z powodzeniem mogą grać bez wstydu za granicą. Zdają sobie sprawę, że umiejętność obsługi instrumentów to tylko jeden z czynników, mniej grają po czesku, więcej po angielsku i dzięki temu powoli otwierają się przed nimi sceny wielu krajów. Jest w tej grupie między innymi Pipes & Pints, Queens Of Everything czy całkiem świeży Boy. Jest też Cheers! celtic-punkowa petarda. Zwłaszcza po koncercie tych ostatnich mam niedosyt, bo bawiłem się doskonale i z tego co obserwuję kapela robi duże kroki do przodu. Udowadniają to maleńkim singlem „Drink’n’Fight”, który przynosi dwa utwory – „Frank’s Fairytale” i „Guards Of Poor” – oba dobre, ale ten drugi mocniej do mnie trafił. Gwarantuję, że miłośnicy takich klimatów nie będą zawiedzeni, bo jest tutaj wszystko czego potrzeba – jest energia, jest melodyjność, a na dodatek folkowe korzenie słychać bardzo wyraźnie. Co więcej, w żadnym wypadku nie brzmią „czesko”, z powodzeniem można sądzić, że to rdzenni mieszkańcy Wysp. Oczywiście jak każdy dobry singiel, również i ten kończy się zbyt szybko, zostawia jednak obietnicę – kolejne numery na płycie, na którą ja już ostrzę sobie zęby.

Profile photo of Chytek

by Chytek

Lugh – Quando Os Canecos Batem

21 maja 2014 in Muzyka

lugh-01Ileż to już razy mówiłem, że rok 2014 obfituje w ogromny urodzaj folk punkowych płyt nie zliczę chyba, nawet z pomocą. I powtórzę się kolejny raz. To wyjątkowy czas dla zespołów grających modne połączenie punk rocka i celtyckich rytmów. Również w krajach, których taka scena muzyczna nie jest nam tak dobrze znana.
Lugh pochodzą z miasta Santa Maria w południowej Brazylii, liczbą mieszkańców chyba najbardziej zbliżonego do naszej rodzimej Gdyni. Grają od roku 2009 i niemal od razu można zgadywać, że nasłuchali się Dropkick Murphys, Fiddlers Green czy Flogging Molly. Nie tylko rzecz jasna, bo i punkowe wpływy słychać w postaci melodyjnych zespołów pokroju Bad Religion czy nawet Ramones. Muzycznie jest to rzeczywiście odzwierciedlenie tych fascynacji, słychać fajnie zagrane partie folkowe uzupełniane ostrym rockowym brzmieniem. Nie wszystko brzmi tu jak sobie życzę, ale to najczęściej nie są wielkie uchybienia, czasem to coś w muzyce (co moje wyobrażenia kierowało w stronę festynowego klimatu), czasem brzmienie wokalu. Oceniając jednak całość, jest to całkiem zgrabna i przyjemna płyta. Może nie każdemu przypadnie do gustu fakt, że śpiewana jest po hiszpańsku, ale dla mnie to miła odskocznia od wszechobecnego języka angielskiego.

lugh

Profile photo of Chytek

by Chytek

Ferocious Dog – Ferocious Dog

17 kwietnia 2014 in Muzyka

Ferocious Dog frontSą zespoły grające od długiego czasu i zwyczajnie nie trafiające do większego grona odbiorców. Dzieje się tak z różnych powodów – jedni zwyczajnie nie potrafią grać, inni nie mają szczęścia, nie odnajdują się w gąszczu muzycznej sceny, a na jeszcze innych ciężko znaleźć odpowiedź.
Ferocious Dog istnieją od późnych lat osiemdziesiątych i długo nie mogli wyjść poza zwykłe granie, sam też usłyszałem o nich nie tak dawno. Korzystając z okazji, że ukazał się ich niemal pierwszy duży album, postanowiłem przyjrzeć się mu bliżej. To co słychać od razu, to zamiłowanie do klasyki jak The Pogues czy The Levellers (z tymi drugimi zdarzyło im się zresztą dzielić scenę). Dzięki temu album nie jest zdominowany przez instrumenty elektroniczne i daje dojść do głosu bardziej folkowemu instrumentarium.
Zespół ma na swoim koncie kilka singli i celowo napisałem, że jest to ich niemal pierwsza duża płyta, ponieważ w 2012 roku ukazał się album z ośmioma numerami. Ten, który trafia do nas obecnie jest jakby jego przedłużeniem, znajdują się na nim bowiem wszystkie kompozycje z tamtej płyty, plus kolejne, co daje łącznie czternaście utworów.
Ci, którzy spodziewają się mocnego punkowego uderzenia, wzorem The Dreadnoughts czy chociażby The Real McKenzies, zawiodą się. Ferocious Dog postawili na spokojniejsze granie, ale nasycone bardzo mocno folkowym duchem. Dzięki temu fani wspomnianego The Pogues powinni czuć się jak u siebie i nie powinni czuć się zawiedzeni. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma tu energii i mocniejszych momentów. Są, ale są jakby dodatkiem do całości. Album jest dobry, w sprawności technicznej czuć wieloletni kontakt z instrumentami, wokal nie odrzuca w żaden sposób, a wszystkich kompozycji słucha się bardzo przyjemnie. Życzę chłopakom, żeby tym właśnie albumem zaznaczyli bardzo mocno swoją obecność na muzycznej scenie.

Dark-Light Photography

Profile photo of Chytek

by Chytek

13Krauss – Seguir En Pie

20 marca 2014 in Muzyka

coverW Saragossie znaleźć można rzeczy najróżniejsze od rękopisów poczynając. Te jednak nas nie interesują, poszukiwania zatem trzeba kontynuować, a wówczas okaże się, że miasto to może przestać kojarzyć się jedynie z powieścią Potockiego. Znaleźć tu można bowiem fantastyczny zespół – 13Krauss. Ten młody stażem projekt planował grać po prostu punk rocka. Nie wyszło. I dobrze.
Moje stwierdzenie nie ma żadnych negatywnych podtekstów, wręcz przeciwnie. Plany bycia kolejnym punkowym zespołem zmieniły się pod wpływem irlandzkich, folkowych dźwięków ubranych w ostre gitarowe riffy, i to właśnie tą drogę obrali. Dobra decyzja. Co więcej, odważyli się śpiewać po hiszpańsku nadając tym samym świeżości i swego rodzaju egzotyki komponowanym przez siebie utworom. To kolejny, moim zdaniem, świetny krok. Oczywiście na płycie usłyszymy ich również w angielskiej wersji, ale jednak w zdecydowanej większości śpiewają w rodzimym języku i chwała im za to. Jak się zapewne domyślacie, ich muzyka inspirowana jest dokonaniami chociażby takich wykonawców jak Real McKenzies czy Mahones. Kawałki są szybkie i przebojowe, album zwalnia dopiero tuż przed końcem za sprawą utworu „Camino A Seguir”, ale już po chwili przyspiesza. Jego wadą może być to, że tak niespodziewanie kończy się po dwudziestu pięciu minutach, a przecież chciałoby się więcej. Tymczasem z tym przyjdzie poczekać do kolejnego albumu, którego już z ciekawością wypatruję.

13

Profile photo of Chytek

by Chytek

VA – Irish Pub Songs

13 marca 2014 in Muzyka

FolderChyba nie trzeba nikomu przedstawiać tak ważnego święta jak Dzień Świętego Patryka, ponieważ ta irlandzka tradycja bardzo mocno zakorzeniła się na naszym gruncie, dając miły powiew radości w kraju zbudowanym na „smutnych” świętach. Bardzo chętnie łapiemy za kufle i wlewamy w siebie złocisty płyn. Prawdziwa tradycja nakazuje jednak wychylić przede wszystkim Dzban Patryka – wypełnioną po brzegi szklankę whiskey. Jako, że w tym roku święto wypada w najbliższy poniedziałek, to właśnie ten weekend stanie się czasem alkoholowej radości.
Jeśli chodzi o składanki mam za każdym razem mieszane uczucia. Nie wiem czy jest to wynikiem tego, że uwielbiam sam dobierać sobie muzykę, czy też może zbyt wiele razy zawiodła mnie cudza selekcja, ale fakt pozostaje – podchodzę do tego typu albumów ze sporym dystansem. Z tym milszym zaskoczeniem słuchałem kolejnych numerów składanki „Irish Pub Songs”. Ta, całkiem jeszcze świeża płyta, ukazała się by uczcić nadciągające właśnie irlandzkie święto i jest jednocześnie bardzo fajnym przeglądem tego co dzieje się obecnie na folk-punkowej scenie muzycznej.  
Całość zawiera 23 numery, wykonane przez tyle samo zespołów i trwa sporo ponad godzinę. Z przyjemnością zauważam, że znalazły się tu kapele, które nie tylko są bardzo aktywne, ale które, w sporej części, wydały nie tak dawno przynajmniej singla. To pokazuje jak bardzo aktywne jest to środowisko, jednocześnie album miesza weteranów z np. Fiddler’s Green i kapele będące na początku swojej muzycznej drogi. Mimo tego połączenia nie odnosi się wrażenia rażących różnic między zespołami. Całość jest tym czym być miała – doskonałą folk-punkową petardą, którą warto odpalić w dzień św. Patryka i zatopić się w wesołym celebrowaniu święta.
Nie twierdzę jednocześnie, że składanka ta zmieni mój sposób patrzenia na tego typu wydawnictwa, ale niewątpliwie tej nie odmówię miejsca w moim odtwarzaczu, do czego (wznosząc szklankę z bursztynową zawartością) i was zachęcam 😉

)

)

)

)

)

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Moorings – La Cigale Unplugged

9 marca 2014 in Muzyka

CoverRzadko zdarza się żeby młoda stażem kapela, grająca na co dzień bardzo energetyczną mieszankę punk rocka i celtyckich, folkowych dźwięków, nagrywała płytę „koncertową”, w dodatku bez prądu. A jednak zdarza się, i może się to okazać prawdziwym zaskoczeniem – ale raczej nie dlatego, że okazuje się to świetnym pomysłem (bo to oczywiste że tą świetnością może się stać), ale właśnie dlatego, że w swojej dyskografii mają tylko jedną dużą płytę i jednego singla.
The Moorings pochodzą z Francji, a nagrania tego albumu dokonali grając w pięknych wnętrzach paryskiego La Cigale, dzieląc scenę wraz z The Dubliners. To co uderza praktycznie od razu to doskonała sprawność muzyków – kawałki pod względem technicznym brzmią rewelacyjnie i z pewnością nie skłamię jeśli napiszę, że brzmią nadspodziewanie dobrze jak na zespół z tak krótką dyskografią. Jeśli chodzi o same kawałki, całość trwa niespełna pół godziny i są to autorskie kompozycje zespołu, zagrane bez prądu, i o dziwo zupełnie na tym nie tracą. Usłyszymy też cover „The Wild Rover”, ale czy to we własnych czy cudzych utworach, słychać tu radość z grania, a wszystko jakby naturalnie staje się ścieżką dźwiękową nie tylko dla weekendowych podróży knajpianych, ale doskonale sprawdza się w każdym momencie. Ten album jest wartą polecenia pozycją, dzięki której będziemy mogli zderzyć dwa sposoby ekspresji, polecam bowiem przywołać utwory The Moorings w ich szybszej, bardziej zadziornej stylistyce i zestawić z ich odpowiednikami znajdującymi się na tej płycie. Dojdziemy do wniosku, że zespół w obu wersjach wypada świetnie. Ważne też, że jakość nagrania tego koncertu jest nieskazitelna, a co za tym idzie, całości słucha się z nieskrywaną radością.

moorings

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Ramshackle Army – Letters From The Road Less Travelled

19 lutego 2014 in Muzyka

CoverDopiero co pisałem o zespole Bodh’aktan pochodzącym z kanadyjskiego miasta Quebec. Jeśli udamy się z niego na południowy zachód, dotrzemy do niemal czterokrotnie większego Montrealu i również tutaj spotkamy kapelę łączącą punk rocka z celtyckimi klimatami – sześcioosobowy The Ramshackle Army.
Stażem grania są porównywalni do swoich kolegów z Bodh’aktan, ale zespoły różnią się muzycznie. O ile Bodh’aktam to moc uderzeniowa i piracka zadziorność, o tyle The Ramshackle Army są „delikatniejsi”, bardziej kalifornijscy i melodyjni. To nie musi się każdemu podobać, sam jestem zdania, że punk rock w tym amerykańskim wydaniu najczęściej sporo traci, ze zbuntowanego szaleńca zamienia się w plastikowego gogusia bojącego się własnego echa. To niczego jednak nie zmienia – płyta „Letters From The Road Less Travelled” jest dobrze zagrana. W swojej stylistyce trzyma bardzo wysoki poziom i wśród zwolenników tego typu grania niewątpliwie zdobędzie uznanie. Zespół pokazuje, że stoi przed nami z silnym zasobem umiejętności muzycznych i pomysłem na granie. Ponadto folkowe wstawki brzmią rewelacyjnie i ciężko nie dać się im porwać. Osobiście nie jestem w stanie ich do końca kupić, nie lubię tego kalifornijskiego zaśpiewu, ale też nie w każdym kawałku to razi i muszę przyznać, że w tej stylistyce którą obrali są zwyczajnie dobrzy.

The+Ramshackle+Army+_MG_1161+1_BW

Profile photo of Chytek

by Chytek

Celkilt – Everyday’s St. Patrick’s Day!

5 grudnia 2013 in Muzyka

CoverGdybym uległ sugestii tytułu płyty i codziennie celebrował dzień św. Patryka, zapewne w dosyć bliskim czasie skończyłbym na alkoholowym odwyku i świętowanie miałoby swój smutny koniec. To jednak prawda, że tytułowy numer ma zdolność przekonywania, a na pewno dołączy do tych kawałków, które w tym dniu odpalam delektując się dobrym, zimnym piwem.
Zespół pochodzi z Francji i wziął udział w tamtejszej edycji programu „Mam Talent”. Łączą celtycki folk z punk rockiem i robią to bardzo profesjonalnie. Momentami więcej tu ostrego grania, ale w zdecydowanej większości nacisk położony jest na folkowe dźwięki. Co więcej, usłyszymy zabawy znanymi standardami muzycznymi („Hungarian Kilt Dance N 5”) a nawet bardziej balladowe granie. Innymi słowy płyta jest dosyć różnorodna i odnoszę wrażenie, że zespół szuka swojej drogi. Jeśli chodzi o stronę folkową, nie mam się do czego przyczepić, widać tutaj nie tylko instrumentalną sprawność, ale czuć zdecydowanie fascynację tymi dźwiękami. W ostrzejszych momentach jest już różnie – czasami naprawdę dobrze, ale są chwile, że brzmi to zbyt popowo czy zwyczajnie ma posmaki „kaliforni” jak w „The Goodbye Song”. Jest kilka świetnych momentów jak np tytułowe „Everyday’s St Patrick’s Day”, i te dobre naprawdę mnie ruszają, ale całościowo nie jestem się jeszcze w stanie zachwycić albumem, choć jest w nim spory potencjał.

celkilt

Profile photo of Chytek

by Chytek

The Tosspints – Have You Been Drinking?

29 listopada 2013 in Muzyka

coverW natłoku zespołów wołających o niczym, lub krzyczących o czymś o czym nie mają pojęcia, pojawiają się zespoły, które budują opowieści poparte życiowym doświadczeniem. Nie trzeba chyba zapewniać, że historie konstruowane przez takie osoby są zdecydowanie bardziej szczere i pełne prawdy o życiu, otoczeniu i świecie.
The Tosspints nie są całkowitymi nowicjuszami, mają na koncie singla, dwie duże płyty, a w tym roku ukazał się ich trzeci krążek „Have You Been Drinking?”. To co muzycznie przedstawia sobą zespół, to modne obecnie połączenie punk rocka z tradycją muzyki celtyckiej. Zdecydowanie jednak czuć tutaj energię i moc punk rocka, a folk jest jakby tłem, uzupełnieniem. Płyta jest szybka, bardzo dobrze zagrana i ubrana w naprawdę dobre melodie. Jedyne zwolnienia następują w balladzie „Eleanor” i kawałkach „Your Name” oraz „Train Robber Song”. Zespół tworzą trzy osoby – bracia Don i Zak Zuzula oraz John Johnson. Don Zuzula walczył w Iraku w operacji „Iracka Wolność” i przekłada się to w warstwie tekstowej – znajdziemy osobiste przemyślenia na temat wojny i żołnierzy. Na płycie nie zabrakło również klasyki chociażby w postaci znanego kawałka „Johnny I Hardly Knew Ye”, zagranego z prawdziwym kopem. Całość brzmi świetnie, spójnie i składa się na bardzo dobry album.

the tosspints

Przejdź do paska narzędzi